30.04.2013

Dzień 273: David Bowie - "Aladdin Sane" (1973)

Do kolejnego krążka Bowie'go podszedłem lekko sceptycznie, bo to już trzecia w tej dekadzie propozycja tego artysty. No i coś w tym musi być, bo daje się słyszeć, że nie brakuje mu pomysłów. Bo choć album podobny w pewnym sensie do poprzednich, to elementy, których nie potrafię wskazać, sprawiają, że nie czuję jakbym słuchał wciąż tego samego! A zdarzało mi się to, gdy słuchałem innych wykonawców, nagrywających kilka płyt w krótkim okresie czasu. Słuchało się Davida dobrze, ale poprzednie płyty jednak lepsze...   Najlepszy kawałek: "Panic In Detroit".

29.04.2013

Dzień 272: Michael VIner's Incredible Bongo Band - "Bongo Rock" (1973)

Na coś takiego czekałem! Baaardzo przyjemna odmiana od... wszystkiego. Nie było tu jeszcze płyty z takim brzmieniem bębnów... A tak to się jakoś złożyło, że wszelkie instrumenty perkusyjne działają na mnie zdecydowanie pozytywnie! Wersja płyty, której ja słuchałem zawierała wersje znanych przebojów takich jak Satisfaction, Stonesów. Ciekawie się to prezentuje wszystko bez wokalu. Podstawowa wersja krążka bez dwóch zdań warta posłuchania, a i bonusy na które się natknąłem świetnie uzupełniają całość!
   Najlepszy kawałek: "Bongo Rock".

28.04.2013

Dzień 271: Lynyrd Skynyrd - "Pronounced Leh-Nerd Skin-Nerd" (1973)

Kapela, której nazwy nie potrafię wymówić (pomimo podpowiedzi w tytule), to chyba największe dla mnie objawienie w słuchanych tu płytach! Jeden z najlepszych albumów jakie w życiu słyszałem! Świetnie zagrane, ostro, z życiem! Po prostu świetnie! I znowu też lekcja historii - utwór Tuesday's Gone, który coverowała Metallica to ich dzieło. Oczywiście nie wiedziałem o tym, myśląc, że to kapela Hetfielda jest autorem... Cała reszta kawałków bez zarzutu. Po prostu wcisnęło mnie w fotel!! Nie mam słów...
   Najlepszy kawałek: "Gimme Three Steps".

27.04.2013

Dzień 270: The Rolling Stones - "Exile On Main St." (1972)

Kolejny popis brytyjskich geniuszy! Każde słowo, wydobywające się z ust Jaggera zamienia się w złoto, a każdy dźwięk z instrumentów reszty kapeli zdobi to złoto platyną. Mamy tu więc mieszankę niezwykle drogocenną! Płyta wyśmienita, mnóstwo utworów i ponad 60 minut uczty muzycznej! Z pewnością się powtarzam, ale Stonesi stoją ponad wszelką wątpliwość na samym szczycie i mało kto jest w stanie zbliżyć się do tego pułapu. Kolejny album, który trzeba usłyszeć co najmniej raz w życiu!!
   Najlepszy kawałek: "Sweet Black Angel".

26.04.2013

Dzień 269: Al Green - "Let's stay together" (1972)

To taki styl muzyczny, który w amerykańskim wykonaniu zupełnie do mnie nie trafia. Nie odróżniam jednego wokalisty od innego, wszystkie piosenki zdają się brzmieć tak samo, podkład muzyczny podobnie i śpiewane są również w bardzo podobny sposób. To oczywiście tylko moja opinia. Sprawiło to jednak, że już od samego początku wiedziałem, czego mogę się spodziewać. Podszedłem jednak, jak do każdej słuchanej płyty z nastawieniem, że może dam się zaskoczyć. Jednakże i w tym przypadku soul made in USA nie przypadł mi do gustu.
   Najlepszy kawałek: "Let's Stay Together", głównie ze względu na charakterystyczny wstęp...

25.04.2013

Dzień 268: War - "The World is a Ghetto" (1972)

Takich płyt słucha się, żeby odetchnąć... Nie ma tu ciężkiego brzmienia, zawiłych tekstów, mamy za to styl określany mianem funky. Relaksujące brzmienie, przede wszystkim sekcja rytmiczna z małą ilością psychodeli, wprawiają w znakomity nastrój. Mamy za to dużo ciekawych eksperymentów, dźwięków wydawanych przez bliżej nieokreślone instrumenty. Wokaliści też niesamowicie wykorzystują swoje możliwości... Jest ciekawie i nietuzinkowo...
   Najlepszy kawałek: "The Cisco Kid".

24.04.2013

Dzień 267: David Bowie - "The Rise And Fall Of Ziggy Stardust And The Spiders From Mars" (1972)

Przyznaję bez bicia, że ten album zrobił na mnie wrażenie! David śpiewa naprawdę ciekawie, utwory są doskonałe muzycznie. Nie brakuje mi tu żadnego instrumentu. Pięknie słychać perkusję, gitara robi świetną robotę no i ten wokal. Niby archaiczne, ale jednocześnie bardzo współczesne... Jest czego posłuchać po 40 latach i pewnie będzie również i po następnych tylu! To taka płyta, której czas niestraszny i służyć może za wzór dla wielu muzyków.
   Najlepszy kawałek: "Starman".

23.04.2013

Dzień 266: The Temptations - "All Directions" (1972)

Po tak ciekawej płycie Coopera przyszedł czas na wynudzenie się. Nic mnie nie porwało, nie zrobiło na mnie wrażenia. Słuchając The Temptations miałem w głowie taki obraz ze starego filmu, gdy orkiestra na scenie smęci jakiś kawałek, wokalista się wczuwa niesamowicie, ale widownia śpi - wszyscy, co do jednego. Taki niestety zrobił na mnie wrażenie ten album. Niby nie ma jakichś drażniących elementów, nie jest słaby muzycznie. Jest zwyczajnie mało (mnie) interesujący... Poza pierwszym utworem.
   Najlepszy kawałek: "Funky Music Sho Nuff Turns Me On".

22.04.2013

Dzień 265: Alice Cooper - "School's Out" (1972)

To dopiero jest żywioł! Świetna płyta, świetne wykonanie. Muzycznie nic do zarzucenia! Przesłuchałem trzy razy, zanim napisałem tu pierwsze słowo! Jedyną wadą jest to, że przyjemność ze słuchania trwa tylko 36 minut... Utwory są tak zróżnicowane, że każdy następny to niespodzianka i to przyjemna niespodzianka. Po mocnym kawałku mamy niby spokojniejszy - tylko pozornie, bo w każdym drzemie niesamowita moc. Nic - tylko się delektować!!
   Najlepszy kawałek: "Alma Mater".

21.04.2013

Dzień 264: Roxy Music - "Roxy Music" (1972)

Bardzo nietypowy album. Rockowo, ale zdecydowanie eksperymentalnie! Kawał dobrego, nietuzinkowego grania. Takie coś zostaje w pamięci, bez kopiowania tego, co już było i innych kombinacji. To daje prawdziwą przyjemność ze słuchania! W tle pobrzmiewają dźwięki instrumentów, których nie potrafię zidentyfikować i to też mi się podoba. Nie wiem, co z tym wszystkim ma wspólnego okładka płyty, ale to w sumie nie jest zbyt istotne!
   Najlepszy kawałek: "If There Is Something".

20.04.2013

Dzień 263: Paul Simon - "Paul Simon" (1972)

Zaczęło się dość obiecująco - żywo i wesoło. I choć za duetem Simon & Garfunkel nie przepadam, to ten Pan solo wypada znacznie lepiej. Choć nie brakuje tu kawałków w stylu wspomnianego duetu, to jednak są one ciekawsze, bardziej świeże. Ważne, że nie było to wymuszone pół godziny, które przeznaczyłem na słuchanie te płyty. Bo choć czas poświęcony na słuchanie muzyki nie jest nigdy czasem straconym, może być to jednak czasem nieznośne ;) tu jednak jestem w dobrym nastroju i mam nadzieję, że tak pozostanie.
   Najlepszy kawałek: "Mother and Child Reunion".

19.04.2013

Dzień 262: Nick Drake - "Pink Moon" (1972)

Ja dużo zniosę, ale tak pełnego bólu i melancholii albumu to jeszcze nie słyszałem. Artysta cierpiał na depresję, ale żeby aż tak smutną płytę nagrać, to już przesada. Swoją drogą - była to ostatnia przed śmiercią. Drake umarł, z kolei, z powodu przedawkowania leku antydepresyjnego (nie wiadomo czy samobójstwo, czy wypadek). Okładka też nie należy do specjalnie radosnych. Pomimo niejako usprawiedliwiającej chorobą melancholii płyty, nie zniósłbym słuchania tego powtórnie... Zupełnie nie dla mnie!
   Najlepszy kawałek: "Pink Moon".

18.04.2013

Dzień 261: Tim Buckley - "Greetings From L.A." (1972)

Pamiętam poprzednią słuchaną Jego płytę i nie miałem zbyt dobrych wspomnień... Wynudziłem się na niej dość znacząco. I choć nastawiłem się na tak zwaną powtórkę z rozrywki, spotkało mnie bardzo miłe zaskoczenie. Nie uświadczyłem tutaj nudnego, smutnego grania, a całkiem żywych i ciekawych piosenek. Lubię takie niespodzianki. I choć w Buckleyu jest wciąż coś melancholijnego, słucha się tej płyty bardzo przyjemnie. Warto też zaznaczyć, że w roku wydania płyty, artysta miał 25 lat i już imponujący dorobek muzyczny. 3 lata później już nie żył - alkohol i narkotyki (dragi dostał od kolegi, kiedy był już mocno pijany, więc często mówi się bardziej o nieszczęśliwym wypadku, niż przedawkowaniu. Buckley już wtedy nie zażywał)...
   Najlepszy kawałek: "Move with Me".

17.04.2013

Dzień 260: The Eagles - "Eagles" (1972)

Po Orłach spodziewałem się nieco więcej. Zakładałem, że pograją nieco żwawiej i ciekawiej. Mamy tu kawał dobrego, klasycznego folk rocka. Jednakże trochę to dla mnie zbyt archaiczne i zbyt... klasyczne. Ma się wrażenie, że to wszystko już było. I pomimo ciekawego wokalu, nie ma tak upragnionego przeze mnie elementu charakterystycznego. Chóralny śpiew męsko-damski też nie należy do moich ulubionych... A jak już jakiś wolny kawałek się trafił, to był smętny okrutnie. Coś za dużo tych uwag, choć płyta przecież nie najgorsza. Pozostał jakiś niedosyt...
   Najlepszy kawałek: "Tryin'".

16.04.2013

Dzień 259: David Ackles - "American Gothic" (1972)

Choć o tej płycie czytałem same pochwalne opinie, że Ackles świetnie opisuje Amerykę, że płyta genialna. Faktem jest, że pisząc o wszystkich płytach na tekście skupiam się najmniej. Nie zawsze możliwości językowe pozwalają, ale też i warunki, w których słucham. Dociera do mnie sam śpiew, instrumenty, a te nie zrobiły na mnie specjalnego wrażenia. Nie twierdzę, że tekst jest nieistotny - przeciwnie... Jednak poetyczną część piosenek pozostawiam zazwyczaj bez opinii... W skrócie - zupełnie to nie dla mnie, pomimo pięknego fortepianu, często mówiony wokal wszystko popsuł...
   Najlepszy kawałek: "Midnight Carousel".

15.04.2013

Dzień 258: T.Rex - "The Slider" (1972)

Tutaj od pierwszych dźwięków już wiadomo, że słuchanie będzie prawdziwą przyjemnością! Mocne uderzenie, dobry wokal. Kwintesencja rocka! Płyta w całości stanowi o swojej sile! Nie ma tu słabych punktów, kawałków, których muzycy musieliby się wstydzić. Grają zdecydowanie rewelacyjnie! Choć może nie każdemu mogą spodobać się bardzo często pojawiające się chórki, jak dla mnie to też duży atut, element, który wyróżnia kapelę spośród innych grających podobną muzykę. Bardzo dobra płyta. Oby takich więcej.
   Najlepszy kawałek: "Buick Mackane".

14.04.2013

Dzień 257: Stephen Stills - "Manassas" (1972)

To naprawdę kawał dobrego, rockowego grania. Bardzo różnorodna, zagrana ze smakiem, bez zbytecznych zabiegów, kombinacji! Po prostu spotkanie kilku bardzo dobrych muzyków zaowocowało bardzo dobrym materiałem, którego słucha się każdorazowo z zaciekawieniem i przyjemnością. Utworów mamy sporo, więc jest w czym wybierać. Nie ma żadnych obaw, że krążek się znudzi po drugim przesłuchaniu (tyle na pewno) i zakładam, że po kilku następnych również...     
   Najlepszy kawałek: "Jet Set".

13.04.2013

Dzień 256: Stevie Wonder - "Talking Book" (1972)

Stevie Wonder nie zachwycił mnie swoją płytą w takim stopniu, jakiego się spodziewałem. Jest to zdecydowanie porządny pop - tak bym to określił. Oczekiwałem jednak większej wirtuozerii jak na wirtuoza wielu instrumentów przystało... Pozostaje jednak faktem, że płyta jest bardzo dobra, Wonder to bardzo charyzmatyczny artysta i ta charyzma wręcz wylewa się z głośników. Błędnie chyba założyłem sobie, że usłyszę tu wszystkie piosenki o przebojowości I just called to say I love you. Trzeba posłuchać, żeby mieć porównanie i odnośnik do tego nieśmiertelnego utworu...
   Najlepszy kawałek: "Maybe Your Baby".

12.04.2013

Dzień 255: Nitty Gritty Dirt Band - "Will The Circle Be Unbroken" (1972)

To zdecydowanie najlepsza płyta country, jaką słyszałem. Ciężko mi powiedzieć dlaczego, ale słuchałem bez oporów, jakie zwykle mi w takich przypadkach towarzyszą! Utwory nie wydawały mi się tak podobne do siebie, byłem bardzo miło zaskoczony. Bardzo wyrazisty wokalista - to udało mi się zaobserwować, do tego trochę elementów rocka i dotarło do mnie, że country to muzyka nie tylko dla kierowców ogromnych amerykańskich ciężarówek. Jadąc nawet dużo mniejszym samochodem, płyta ta umiliła mi drogę!
   Najlepszy kawałek: "Don't You Hear Jerusalem Moan".

11.04.2013

Dzień 254: Todd Rundgren - "Something / Anything?" (1972)

W sumie to całkiem ciekawa płyta. Taki zupełnie niezobowiązujący, przyjemny w odsłuchu rock. Jak doczytałem Rundgren grał tu na wszystkich instrumentach, śpiewał w 19 utworach i napisał wszystkie piosenki (za wyjątkiem dwóch). To niesamowite osiągnięcie, biorąc też pod uwagę spory materiał zawarty na płycie. Oczywiście jest też druga strona medalu. Styl artysty, jego głos mogą nam się znudzić - to w końcu półtora godziny muzyki. Tak czy owak - ten album ma w sobie coś. I choćby dlatego warto go posłuchać...
   Najlepszy kawałek: "Dust In The Wind".

10.04.2013

Dzień 253: Milton Nascimento And Lo Borges - "Clube Da Esquina" (1972)

Płyta, której miałem niewątpliwą przyjemność słuchać spełnia jedną z podstawowych zadań muzyki - niesamowicie relaksuje! Da się oczywiście wyczuć, że to coś nieamerykańskiego, nie tylko ze względu na język. Zupełnie inny styl, inne dźwięki. Nie miałem wcześniej do czynienia z muzyką brazylijską i muszę przyznać, że choć nie jest bardzo egzotyczna, to wnosi pewną świeżość w moje dotychczasowe doświadczenia muzyczne. Pomimo wielu spokojnych kawałków nie było mowy o nudzie. Swoje zrobił też falset, który, jak mogłem się przekonać, w odpowiedniej otoczce brzmi całkiem ciekawie...    Najlepszy kawałek: "
Cravo E Canela
".

9.04.2013

Dzień 252: Hugh Masekela - "Home Is Where The Music Is" (1972)

Ależ cudowny album. Jazz taki, jaki lubię! Pięknie grający na swojej trąbce Hugh! Całość zagrana fenomenalnie! Odpocząć można od wokalu, którego nie ma praktycznie wcale i znów zagłębić się w dźwięki instrumentów! A jest czego posłuchać! Przy dobrym nagłośnieniu można prawie dotknąć tej muzyki! Wierzę, że skoro nagrania zrobiły na mnie takie wrażenie, koncert na żywo pewnie zwaliłby mnie z nóg:) Pomimo ponad godzinnego materiału, odczuć można, że artyście nie brakowało pomysłów i mógłby tak wirtuozować jeszcze długo... Jestem zachwycony!!
   Najlepszy kawałek: "The Big Apple".

8.04.2013

Dzień 251: Lou Reed - "Transformer" (1972)

Choć artysta ten wygląda dość dziwnie na okładce płyty, ma do zaoferowania całkiem ciekawy album. Bo i gitara brzmi to bardzo ciekawie i wokal mamy nietuzinkowy, nieco niepokojący... Momentami jest skocznie i rokendrolowo, a czasem zwalnia i mamy dość przyjemne spokojne granie. Do wspomnianej gitary dochodzą świetne klawisze i dyskretna perkusja. Całość tworzy dobry, złożony z różnorodnych utworów krążek. Dzięki temu nie znudzi nam się to wszystko zbyt szybko...
   Najlepszy kawałek: "Walk On The Wild Side".

7.04.2013

Dzień 250: Yes - "Close to the Edge" (1972)

W sumie dość ciekawa płytka, bo zawiera tylko trzy utwory. Za to trwa ponad pół godziny i dzieje się tam całkiem sporo. Ciekawa aranżacja i oryginalne wykonanie. Kolejny raz powtórzę, że nie przepadam jednak za tak długimi ścieżkami, bo ciężko je "ogarnąć", zapamiętać... Jest i specyficzny wokal, kościelne organy i dużo udziwnień, eksperymentów... Mimo tego natłoku różności, krążek wydaje się spójny i słucha się go bardzo dobrze. 
   Najlepszy kawałek: "Close To The Edge".

6.04.2013

Dzień 249: Deep Purple - "Made in Japan" (1972)

Ta muzyka to prawdziwy ogień! Grają i śpiewają jak natchnieni! Choć to długie, koncertowe kawałki, w ogóle mi się nie dłużyły! Jest po prostu genialnie. Piękne solówki na gitarach i perkusji, krzykliwy, drapieżny wokal... Czego chcieć więcej?? Jedynie by trwało to jeszcze dłużej. To się jednak da obejść - zawsze można puścić płytę od początku. Gratka dla miłośników dobrego, rockowego grania... Lub inaczej - dla miłośników dobrej muzyki!! P.S. Dobrze, że nie Made in China ;)
   Najlepszy kawałek: "Smoke On The Water".

5.04.2013

Dzień 248: Slade - "Slayed?" (1972)

Zaczęło się obiecująco, wsłuchałem się bardzo. Nawet nieco obawę miałem, żeby poziom utrzymał się do końca... I nie zawiodłem się - było zdecydowanie świetnie! Łomot bardzo przyjemny dla ucha, bez udziwnień, przedłużania, kombinowania. Tylko czyste, rockowe brzmienie w naprawdę przyzwoitym wykonaniu! Charakterystyczne dla grupy oprócz wizerunku scenicznego były pisane nieortograficznie tytuły piosenek. Zabieg dość ciekawy i rzeczywiście dość oryginalny. Ale w sumie... czemu nie? Ważne, że grają czadowo!!
   Najlepszy kawałek: "The Whole World's Goin' Crazee".

4.04.2013

Dzień 247: Curtis Mayfield - "Superfly" (1972)

Ścieżka dźwiękowa do filmu Superfly (film gatunku blaxploitation) to zdecydowanie krążek wart przesłuchania. Mayfield uważany jest za jednego z najwybitniejszych przedstawicieli muzyki soul. Choć za owym gatunkiem nie przepadam, słuchało mi się tego bardzo dobrze. Żywa, energiczna płyta, w dobrej aranżacji! Nie brakuje też świetnych wstawek gitarowych i oryginalnego wokalu... Wszystko zdecydowanie przyjemne w odbiorze i bardzo uniwersalne. A o to przecież chodzi, o przyjemność ze słuchania...
   Najlepszy kawałek: "Pusherman".

3.04.2013

Dzień 246: Neil Young - "Harvest" (1972)

Co którąś płytę musi znaleźć się wykonawca, który chce mnie uśpić, zanudzić na śmierć a potem jeszcze raz uśpić! Do tego bardzo stara się, żebym nie był w stanie wybrać najlepszego kawałka, grając cały czas tak samo. No nie porwało mnie - tak w skrócie. Było monotonnie, przewidywalnie. Nie chciałbym kopiować opisu poprzedniej przesłuchanej płyty Neila Younga, bo moje odczucia były podobne... Do tego po przesłuchaniu już prawie ćwierci tysiąca płyt, wymagania trochę wzrosły...      
   Najlepszy kawałek: "Words (Between The Lines Of Age)". Dobrze się postarał - łatwo nie było...

2.04.2013

Dzień 245: Steely Dan - "Can't Buy A Thrill" (1972)

Lubię takie nieznane mi wcześniej zespoły, które robią mi muzyczną niespodziankę w postaci bardzo dobrej płyty! Z jednej strony nie wyróżniają się niczym szczególnym, z drugiej słychać bardzo radosną i wesołą muzykę z pogranicza jazzu i rocka, entuzjastyczny wokal! Daje to bardzo pozytywną mieszankę, której słucha się z prawdziwą przyjemnością. Mimo, że nie ma tu melodii, które pozostają w głowie i nuci się je przy każdej okazji, po wysłuchaniu płyty mamy zdecydowanie lepszy nastrój!
   Najlepszy kawałek: "Do It Again".

1.04.2013

Dzień 244: Black Sabbath - "Black Sabbath Vol.4" (1972)

Wydawać by się mogło, że każda kolejna płyta Black Sabbath niewiele różni się od poprzedniej... Grają swoje i są w tym świetni! Głos Ozzy'ego jest nie do podrobienia i to On w dużej mierze nadaje kształt płycie. Reszta kapeli spisuje się oczywiście genialnie, ale wokalista jest zdecydowanie najmocniejszym punktem na każdej dotychczasowej płycie, włącznie z Vol.4. Mocne, mroczne brzmienie to cały czas znak rozpoznawczy kapeli i choć po wyrzuceniu Osbourne'a grupa kontynuowała karierę, zastanawiać by się można, czy zdołaliby się przebić bez Niego...
   Najlepszy kawałek: "Supernaut".