31.03.2013

Dzień 243: Big Star - "No.1 Record" (1972)

Niby wszystko poprawnie, ale zespół niczym szczególnym się nie wyróżnia! Jest energicznie i żywiołowo, a momentami powoli i klimatycznie. Kapela nie nagrała zbyt wielu płyt, a ta była ich pierwszą. Nie pograli też zbyt długo w latach siedemdziesiątych, bo jakieś trzy lata, później się reaktywowali... Na uwagę zasługuje fakt, że w sumie to dość udane połączenie dwóch odmiennych w swoich założeniach gatunków muzycznych - popu i rocka. Mimo wszystko, szału nie ma - gwiazda wcale nie taka wielka...
   Najlepszy kawałek: "Feel". (nie ma to nic wspólnego z polskim pseudo-zespołem...)

30.03.2013

Dzień 242: Deep Purple - "Machine Head" (1972)

To się nazywa konkretne granie! Najgłośniejszy zespół świata, który wg Księgi Rekordów Guinessa "wyciągnął" na swoim sprzęcie 117 decybeli. Spowodowało to utratę przytomności u trzech osób podczas koncertu w Londynie w 1972r. Płyta świetna, mocna perkusja, mocne gitary, świetne wokale! Nic więcej do szczęścia nie potrzeba. Lazy - utwór w większości instrumentalny pokazuje kunszt muzyków - 7 minut pozytywnego łomotu! Jedna z najlepszych płyt, jakich miałem okazję słuchać!!
   Najlepszy kawałek: "Smoke On The Water".

29.03.2013

Dzień 241: Randy Newman - "Sail Away" (1972)

Newman to twórca muzyki filmowej. I na płycie to słychać. Bardzo stonowane dźwięki, szczególnie fortepianu sprawiały, że czułem się bardzo zrelaksowany. Muzyka może aż nadto spokojna, ale z pewnością nadaje się do odsłuchu po ciężkim dniu... Do 2007 roku Newman był 12 razy nominowany do Oscara. Opisywana płyta to tak naprawdę początki Jego kariery. Polecam płytę zarówno melomanom jak i kinomanom. Wysłuchać zwyczajnie wypada!
   Najlepszy kawałek: "You Can Leave Your Hat On".

28.03.2013

Dzień 240: David Bowie - "Hunky Dory" (1971)

Myślałem, że płyta Davida Bowie zrobi na mnie większe wrażenie! Niestety tak się nie stało. Postrzegłem ją jako nieco jałową i jednostajną. Pomimo kilku piosenek, które ratują całokształt, nieźle się wynudziłem słuchając tego uznanego przecież artysty. Może to nie mój styl? Nie wiem, ale czuję niesmak po tej papce, którą sobie zaserwowałem poprzez odtwarzacz. Cóż - może dla późniejszych Jego nagrań będę bardziej łaskawy - w końcu nagrywa i występuje po dziś dzień...    Najlepszy kawałek: "Queen Bitch" - rozproszył nudę...

27.03.2013

Dzień 239: T.Rex - "Electric Warrior" (1971)

Po nazwie zespołu spodziewałem się czegoś bardziej... drapieżnego. Mimo to, Tyrannosaurus gra całkiem nieźle! Bardzo wyraźnie rozbrzmiewają gitary, co rzecz jasna podoba mi się! Jest bardzo rockowo. Może nie hard rockowo, ale dają czadu w sposób zrównoważony! Na uwagę zasługuje z całą pewnością wokalista o dość charakterystycznym głosie. Grupa na początku nagrywała i występowała pod pełną nazwą gatunku dinozaura, a począwszy od opisywanej właśnie płyty była już skrótowym T.Rexem. 
   Najlepszy kawałek: "Get It On".

26.03.2013

Dzień 238: Harry Nilsson - "Nilsson Schmilsson" (1971)

W sumie to bardzo ciekawy album! Zaczyna się już nieźle i później jest całkiem, całkiem. Trochę się wystraszyłem tego wystraszonego Pana z okładki i miałem obawy co do muzycznej zawartości... A ta okazała się przyjemna w odbiorze! I mamy tu nie starzejący się przebój Without You! Harry słysząc oryginalne wykonanie zespołu Badfinger był przekonany początkowo, że to The Beatles. Jednakże wersja ta nie przypadła mu do gustu i postanowił nagrać własną:) I okazuje się, że z bardzo dobrym skutkiem! Ogólnie o Nilssonie nigdy nie słyszałem, a płyta warta posłuchania!
   Najlepszy kawałek: "Without You".

25.03.2013

Dzień 237: John Prine - "John Prine" (1971)

Ach ten country rock... Już okładka sugeruje, że będzie nieco... wieśniacko;) Ostatecznie nie było tak źle, jak się spodziewałem. Być może to na tle pojękiwań artysty z płyty dnia poprzedniego... Tak czy owak okazuje się, że country i rock można całkiem zgrabnie połączyć. Więcej tu, co prawda, country, ale całość brzmi zadziwiająco przyzwoicie... Choć są tu oczywiście przeciągające się, wolne melodie charakterystyczne dla tegoż stylu, przebrnąłem przez wszystkie trzynaście utworów bez wyraźnego uszczerbku na zdrowiu...
   Najlepszy kawałek: "Spanish Pipedream".

24.03.2013

Dzień 236: Gene Clark - "White Light" (1971)

Jeśli zamiarem artysty było zanudzić mnie na śmierć, to przyznać muszę, że prawie Mu się udało... Zaliczam Gene Clarka do grona moich "ulubionych" płaczliwych wokalistów! A Spanish Guitar to już rozłożyło mnie na łopatki. Przez całą płytę przewijają się leniwe dźwięki gitary akustycznej, a tu dodatkowo usypiająca harmonijka ustna. Płyta z pewnością skierowana do wąskiego grona odbiorców - tych, którzy są w stanie ścierpieć cierpienia śpiewającego i grającego na tej płycie...
   Najlepszy kawałek: "White Light", bo nieco żywszy...

23.03.2013

Dzień 235: Flamin' Groovies - "Teenage Head" (1971)

Bardzo przyjemne granie! Żywe, mocne brzmienie z wyraźnie wyróżniającymi się gitarami! Do tego nieprzeciętny wokal i mamy bardzo dużą przyjemność ze słuchania. Oczywiście instrumentów tu więcej niż tylko sama gitara. I to momentami dużo więcej, co uważam za duży atut! Choć wydaje się, że album powinien pociągnąć karierę zespołu jeszcze długo, niestety nic wielkiego się wokół nich później już nie działo. Szkoda, bo kapela w składzie z tej płyty mogła nagrać jeszcze wiele ciekawych płyt...
   Najlepszy kawałek: "Teenage Head".

22.03.2013

Dzień 234: Faces - "A Nod Is As Good As A Wink... To A Blind Horse" (1971)

Tego głosu nie da się pomylić z żadnym innym! Rod Stewart na fali! Bardzo dobry album! Nie tylko ze względu na wokalistę, ale na całokształt. Bardzo dobrze zagrany, równy! Nawet tak "lubiane" przeze mnie ballady są godne uwagi. Słuchałem z wielką przyjemnością. Zauważyłem również, że mam szczególne podejście do artystów, którzy nagrywają od kilkudziesięciu lat. Artyści tacy jak Rod brzmią cały czas tak samo (piszę to w pozytywnym rozumieniu), tak samo dobrze!! Warto, warto, warto!
   Najlepszy kawałek: "Too Bad".

21.03.2013

Dzień 233: Fela Ransome-Kuti And The Africa '70 With Ginger Baker - "Live!" (1971)

Dość zaskakująca płyta, można powiedzieć... Muzyka określana mianem afrobeatu. Już sama nazwa brzmi egzotyczne i... nowocześnie. I tak naprawdę dużo tu elementów, których nie powstydziłyby się współczesne kapele. Dużo instrumentalnych ciekawostek, niezwykły, krzykliwy wokal i mnóstwo świetnej zabawy! Afrykańskie rytmy już same w sobie skłaniają do tańca, a tu słychać, że muzykom wybitnie dobrze się razem gra i cały album utrzymany jest w klimacie wesołym, imprezowym. Kolejna nieznana mi perełka lat siedemdziesiątych!
   Najlepszy kawałek: "Ye ye de smell".

20.03.2013

Dzień 232: Janis Joplin - "Pearl" (1971)

Druga i niestety ostatnia solowa płyta Janis to niesamowite przeżycie muzyczne! Jej pseudonim - tytuł płyty w krótki i właściwy sposób ją opisuje! To niewątpliwie Perła wśród piosenkarek. A płyta jest oczywiście genialna. Zawiera między innymi słynny a capella Mercedes Benz a resztę, której nie znałem polubiłem od pierwszego usłyszenia. Mogło powstać jeszcze wiele takich płyt, a śmierć Janis w wieku 27 lat była zdecydowanie zbyt wczesna. Kolejna ofiara uzależnienia od narkotyków i kolejna, która swym odejściem zadała ogromny cios muzyce!
   Najlepszy kawałek: "Cry Baby".

19.03.2013

Dzień 231: Funkadelic - "Maggot Brain" (1971)

Dość dziwna płyta. Ale jak na przedstawicieli acid rocka przystało - dziwna być musi... W sumie zawiera się tu bardzo ciekawe granie, dużo gitar i perkusji w bardzo momentami osobliwym wykonaniu. Szczególnie podkreślić należy gitarę, gdyż solowe partie robią niesamowite wrażenie! Również wokal należy do specyficznych, nieco udziwniony, krzykliwy. Ale chyba tak miało być :) Może nie będzie to moja ulubiona płyta, ale z pewnością warto się zapoznać...
   Najlepszy kawałek: "Super Stupid".

18.03.2013

Dzień 230: Joni Mitchell - "Blue" (1971)

Gdzieś kiedyś przewinęły mi się przez uszy piosenki Joni Mitchell i wspominałem je dość dobrze. Z takim nastawieniem przystąpiłem do odsłuchu tejże płyty. Muszę przyznać jednak, że się rozczarowałem. Bo choć Joni dysponuje niesamowitym głosem i potrafi robić z nim niesamowite rzeczy, to jednak uważam, że czyni z nim zbyt wiele. Przechodzi momentami na tak wysoką barwę, że aż piszczało mi w uszach! Zdecydowanie mnie to rozdrażniło. Piosenki ciekawe, ale zupełnie nie wpadły mi przez to bieganie głosem po oktawach...
   Najlepszy kawałek: "All I Want".

17.03.2013

Dzień 229: Leonard Cohen - "Songs Of Love And Hate" (1971)

Mam wrażenie, że Cohen mógłby czytać tekst z gazety przy podkładzie muzycznym a i tak brzmiałoby to genialnie ;) Piosenki są piękne, zaśpiewane w charakterystyczny dla artysty sposób. Jest spokojnie, bez zbędnych muzycznych upiększeń. Tylko pojedyncze instrumenty i głęboki głos Cohena. Wszystko to składa się na bardzo miłą i ciepłą płytę. Jak nikt inny potrafi On w taki sposób przekazywać emocje. Od wielu lat jest niesamowity a takich nagrań powinno być jeszcze więcej!
   Najlepszy kawałek: "Avalanche".

16.03.2013

Dzień 228: Emerson, Lake, And Palmer - "Pictures At An Exhibition" (1971)

Tym razem koncertowo. I to w dwojakim znaczeniu. Mamy występ na żywo a i wykonanie do mnie trafiło. Jest energicznie, ciekawie, eksperymentalnie. Są oczywiście momenty męczące, ale ogólnie mamy do czynienia z bardzo dobrym graniem. Odnoszę też wrażenie, że Panowie się świetnie bawią podczas występu! Większość każdego utworu stanowi muzyka, śpiewu nie uświadczymy tu zbyt wiele. Jak już się pojawia, to też nie można się do niego przyczepiać, bo bardzo dobrze wkomponowuje się w utwór. Miła niespodzianka po pewnym niedosycie przy poprzedniej...
   Najlepszy kawałek: "The Great Gates Of Kiev".

15.03.2013

Dzień 227: Rod Stewart - "Every Picture Tells A Story" (1971)

Biorąc się za przesłuchanie płyty Roda Stewarta możemy mieć pewność, że będzie trzymała poziom, będzie się tego dobrze słuchało. Rod brzmi bardzo charakterystycznie i nie mam na myśli tylko głosu (bo to oczywiste). Cała aranżacja, dobór instrumentów to już standard dla tego artysty. I choć istotnie przyjemne dźwięki docierają do uszu, to mam wrażenie (dość częste ostatnio), że wiele się ten album od poprzedniego nie różni. Nie oznacza to, że uważam go za kiepskiego. Przeciwnie, ale... brakuje tej wisienki na torcie... I chyba wolę (co niespotykane) bardziej współczesne wydawnictwa Roda...
   Najlepszy kawałek: "Every Picture Tells A Story".

14.03.2013

Dzień 226: Serge Gainsbourg - "Histoire De Melody Nelson" (1971)

Na początku zainteresowała mnie okładka, gdyż myślałem, że przedstawia wykonawcę. Okazuje się jednak, że Serge to mężczyzna :) Jak doczytałem, album opowiada historię Gainsbourga, który zderza się, jadąc swoim Rolls Roycem, z tytułową Melody Nelson. Potem romans itd... Zakładam więc, że zdjęcie przedstawia właśnie ją... Co do muzycznej strony - przede wszystkim nie przepadam za muzyką francuską. Konkretnie mam na myśli to, że śpiewają po francusku :) Album jest bardziej mówiony niż śpiewany, czego też raczej nie lubię. Na plus przemawia muzyka. Bardzo melodyjna, pięknie grają instrumenty smyczkowe, gdzieś trochę gitary, dyskretna perkusja... I jeśli przełknąć tą mowę zamiast śpiewu, to wychodzi z tego bardzo dobra i przyjemna płyta...
   Najlepszy kawałek: "En Melody".

13.03.2013

Dzień 225: Led Zeppelin - "Led Zeppelin IV" (1971)

Ucieszyłem się ogromnie, gdy zobaczyłem, że czeka na przesłuchanie kolejna płyta Zeppelinów. A gdy usłyszałem znany mi pierwszy utwór, moja radość była jeszcze większa. Oby tak dalej - pomyślałem. I rzeczywiście - dalej jest równie rewelacyjnie, wliczając w to genialne Stairway To Heaven. Najważniejsze, że płyta trzyma klasę! Poziom niezmiennie wysoki i do tego niezmienny w stosunku do poprzednich albumów! Jest tak, jak oczekiwałem - genialnie! Prawdziwa radości i przyjemność ze słuchania!
   Najlepszy kawałek: "Black Dog".

12.03.2013

Dzień 224: Emerson, Lake, And Palmer - "Tarkus" (1971)

Dość specyficzna płyta. Trio gra rocka określanego jako symfoniczny. Dużo tu wirtuozerii, popisów gitarowych. Na pewno jest to płyta bardzo artystyczna. Nie jestem tylko do końca przekonany, czy trafiła do mnie ta muzyka. Niby jest perfekcyjnie - świetna gra na instrumentach, doskonała aranżacja, wokal również bez zarzutu. Czyli płyta w zasadzie idealna. Bo czegóż więcej chcieć. Najbezpieczniej będzie stwierdzić, że nie do końca trafiła w mój gust. Dlaczego? Tego do końca nie potrafię stwierdzić...
   Najlepszy kawałek: "Are You Raedy Eddy".

11.03.2013

Dzień 223: Don McLean - "American Pie" (1971)

Obiecujący początek... Choć bardziej współczesna wersja tytułowego utworu, wykonywana przez Madonnę, jest dużo żywsza, to na tle kolejnych dziewięciu utworów, wykonanie Dona McLean wydaje się być wyjątkowo żywiołowe. Mamy tu powiem zbiór ballad i to nieszczególnie atrakcyjnych, moim zdaniem. Powtórzę to, co w takich przypadkach moje laickie ucho mi podpowiada - jeden utwór podobny do drugiego... Nic mnie nie zaskoczyło, nie ucieszyło na tym krążku... A szkoda...
   Najlepszy kawałek: "American Pie".

10.03.2013

Dzień 222: Dolly Parton - "Coat Of Many Colors" (1971)

Przyznać muszę, że country śpiewane przez kobietę brzmi o niebo lepiej niż częściej słyszane, z męskim wokalem. A do tego Dolly Parton ma głos, którym może się poszczycić! Coat of many colors to ciekawa opowieść a i pozostałe piosenki nie są w większości banalne... Może płyta ta nie wskoczy od razu jako moja ulubiona, ale zrobiła na mnie duże, pozytywne wrażenie! Nie nastawiałem się na większe doznania muzyczne z racji gatunku. A i sama postać Dolly była mi znana, ale jakoś nigdy zasłyszane piosenki nie zachęciły mnie do przesłuchania całej płyty...
   Najlepszy kawałek: "A Better Place To Live". Za refren ;)

9.03.2013

Dzień 221: Elton John - "Madman Across The Water" (1971)

Twórczość Eltona znam jedynie z przebojów radiowych. I choć te piosenki lubię, to jakoś w pamięci utrzymuje się Candle in the wind, zaśpiewany ku pamięci Księżnej Diany. No i mam do tego dość sceptyczne podejście... Ale... Mamy tu płytę dużo młodszą niż tamten wyczyn. Elton głos ma zupełnie inny, piosenki w większości raczej na wolną nutę przy akompaniamencie fortepianu. Nie są to na szczęście płaczliwe ballady i choć nie zostanę fanem takiej muzyki, przyznać muszę, że płyta bardzo równa, ma swój styl i klasę!
   Najlepszy kawałek: "Tiny Dancer".

8.03.2013

Dzień 220: Can - "Tago Mago" (1971)

Bardzo ciekawy hałas robi ten zespół! Dość żywe kawałki, dużo popisów gitarowych i dobrego łomotania w perkusję. Jest ciekawie i żywiołowo. Trudno byłoby się zorientować, że to płyta z początku lat siedemdziesiątych... Muzycy nie bali się eksperymentować z wieloma równymi instrumentami, a i brzmienie tych podstawowych jest nietypowe. Utwór piąty za to nieco przydługawy i chyba przesadzili z kombinacjami. Jakieś wycie, dziwne odgłosy... To akurat mi się nie podobało... Później klimat mocno psychodeliczny się utrzymuje i robi się z tego dość nieprzyjemny w odbiorze jazgot. Płytę więc podzieliłbym na dwie części i pierwszą z nich uznałbym za zdecydowanie lepszą...
   Najlepszy kawałek: "Paperhouse".

7.03.2013

Dzień 219: The Doors - "L.A. Woman" (1971)

Ponieważ na temat zespołu The Doors wyrobiłem już sobie opinię i na przekór panującym opiniom uznałem ich za niegodnych mojej uwagi nie spodziewałem się zbyt wiele po tej płycie. Nie rozumiejąc ich fenomenu usiadłem niejako z przymusem na fotelu i... zostałem w niego wgnieciony przez płynące z głośników dźwięki. Podstawową przeszkodą w "lubieniu" Doorsów był dla mnie Light my fire. Przejadł mi się, nie lubię i tu zdania nie zmienię. Poprzednie dwie przesłuchane płyty nie spełniły oczekiwań, które w takiej kapeli składać by można. L.A. Woman to album rewelacyjny! Podobał mi się w całości! Trzeba odsłuchać. Jest tu przecież między innymi Riders on the storm. Uczta muzyczna!!!
   Najlepszy kawałek: "Been Down So Long".

6.03.2013

Dzień 218: Yes - "Fragile" (1971)

I znów ten Yes... To jeden z tych zespołów, do których trudno mi się jednoznacznie ustosunkować. Grają świetny utwór i gdy już sobie narobię apetytu na resztę, okazuje się, że to jednak nie to... W sumie płyta dużo lepsza, bardziej rockowa od poprzedniej. Czasem drażniły mnie partie wokalne, ale dało się przeżyć. Szczególnie, że domunują instrumenty, a śpiewania jest niewiele. Jednakże uważam to w tym przypadku akurat za atut, gdyż warto się wsłuchać w brzmienie Bardzo przyjemny fortepian w Cans And Brahms. Cały album miło mnie zaskoczył.
   Najlepszy kawałek: "Long Distance Runaround".

5.03.2013

Dzień 217: The Beach Boys - "Surf's Up" (1971)

Ależ się wynudziłem... Tym razem ciepłe kalifornijskie plaże chyba opustoszały i chłopcy błądzą po nich bezradnie... Mam wrażenie, że nic się nowego nie pojawiło w ich twórczości i zdaje mi się, że słucham podobnych do siebie utworów... A to strasznie uciążliwe... Do tego klimat momentami jakiś taki ciężki, co nie pasuje do zespołu (w przeciwieństwie do okładki). Gdyby posłuchać tej płyty bez znajomości pozostałych pewnie okazałoby się, że to wcale nie najgorszy materiał. A tak cały czas nachodzi mnie déjà entendu...
   Najlepszy kawałek: "Long Promised Road".

4.03.2013

Dzień 216: John Lennon - "Imagine" (1971)

Jeżeli artysta formatu Johna Lennona decyduje się na umieszczenie takiej piosenki jak Imagine jako otwierającą płytę, oznacza to, że musi mieć w zanadrzu genialny materiał, którym obdzieli resztę albumu... I okazuje się, że miał rację... Choć z Imagine trudno konkurować i żadna inna piosenka Lennona nie odniosła nigdy takiego sukcesu, reszta płyty broni się doskonale i trzyma bardzo wysoki poziom. Jest to dość zróżnicowany materiał, ale bardzo przyjemny w odbiorze. Warto przesłuchać całości a nie tylko pierwszego utworu!
   Najlepszy kawałek: "Imagine". Bez wątpienia...

3.03.2013

Dzień 215: The Rolling Stones - "Sticky Fingers" (1971)

Tu, jak zwykle, nie ma się co wielce rozwodzić. Chciałoby się powiedzieć, że wszystko, czego dotknie Jagger i reszta ekipy zamienia się w złoto, a właściwie w platynę... 10 rewelacyjnych kawałków zagranych z lekkością i polotem! Płyta nie ma słabych punktów, jest doskonała w każdym calu. Jako, że to zespół wybitny i niepowtarzalny, ich muzyka nie starzeje się ani trochę. Można słuchać z taką samą radością jak lata temu! Strach pomyśleć, co stanie się z muzyką jak zabraknie takich zespołów...
   Najlepszy kawałek: "Sway".

2.03.2013

Dzień 214: The Allman Brothers Band - "At Fillmore East" (1971)

Ciekawa propozycja, dużo dobrego gitarowego grania na żywo. Nawet instrumentalny kawałek robi wrażenie. Nawet w sensie długości trwania, bowiem You Don't Love Me trwa prawie 20 minut a dzieje się tam wiele. Zespół gra go po prostu rewelacyjnie! Ogólnie jest czego posłuchać! Gdzieś przewija się harmonijka ustna i, co dziwne, podoba mi się to. Świetna, nieznana mi wcześniej kapela! Płyta wybitnie nadaje się do wielokrotnego przesłuchiwania i zachwytu rockiem lat siedemdziesiątych...
   Najlepszy kawałek: "Statesboro Blues".

1.03.2013

Dzień 213: Isaac Hayes - "Shaft" (1971)

Płyta, której stylu i aranżacji się nie spodziewałem. Bardzo ciekawe kompozycje, wiele instrumentów, mało wokalu. Całość robi niesamowite wrażenie. Pamiętać bowiem należy, że to 40-letni już album, a brzmi bardzo nowocześnie. Przy dobrym nagłośnieniu można się poczuć niemal jak na koncercie. Muzyka tu zawarta z pewnością jest nowatorska i nie było do tej pory niczego podobnego w zestawieniu 1001... Warto posłuchać, mamy trochę wolniejszych, trochę żywszych kawałków. Można rzec, że każdy powinien znaleźć coś dla siebie!
   Najlepszy kawałek: "Theme From Shaft".