31.01.2013

Dzień 184: Crosby, Stills, Nash And Young - "Deja Vu" (1970)

Zupełnie do mnie to granie nie przemawia. Osobno da się ich słuchać, ale razem jakoś mnie nie przekonali... Może ich głosy połączone razem nie trafiają w mój gust? Nie wiem. Do tego podkład muzyczny, to jakby tło, instrumenty słychać gdzieś z oddali... Nie współbrzmi to wszystko tak ,jakbym tego oczekiwał. Gdzieś przewija się country, trochę ballad... Nie znalazłem tu nic dla siebie... Poprzednia, opisywana tu płyta wywarła na mnie bardzo dobre wrażenie, ta - jak widać - nie. 
   Najlepszy kawałek: "Carry On".

30.01.2013

Dzień 183: John Lennon - "John Lennon / Plastic Ono Band" (1970)

Przyznać należy, że Lennon solo jest równie doskonały, co w zespole. Utwory są wyśmienicie zaśpiewane. Teksty ciekawe, osobiste bardzo! Część wolna i spokojna, a część bardziej energiczna. We wszystkich artysta sprawdza się w stu procentach! To pierwsza Jego solowa płyta po rozpadzie The Beatles. Nie ma tu wielu instrumentów, jest prosto, co pozwala się skupić na przesłaniach piosenek. Warto posłuchać, choć zdecydowanie trzeba się wpasować w nastrój - nie jest to płyta na każdą okazję...
   Najlepszy kawałek: "God".

29.01.2013

Dzień 182: Stephen Stills - "Stephen Stills" (1970)

Niby przyjemna, płyta z miłym brzmieniem gitary akustycznej, ale chyba głos tegoż Pana sprawił, że nie byłem zbyt zadowolony po przesłuchaniu Jego albumu. Głos ma chyba zbyt delikatny i nie zrobił swoim śpiewem na mnie większego wrażenia. Ponadto znów mamy do czynienia z większością wolniejszych utworów na płycie. I to chyba element, który mi głównie przeszkadzał. Wolę, gdy muzyka mnie pobudza aniżeli usypia. Brakowało znów jakiegoś urozmaicenia tych pieśni...
   Najlepszy kawałek: "Love the One You're With".

28.01.2013

Dzień 181: The Carpenters - "Close To You" (1970)

Jak dla mnie zbyt cukierkowa płyta! Głosy wokalistów zdecydowanie przesłodzone, przez co słuchało mi się tego ciężko. Ballady ze skrzypcami w tle przypominają ścieżkę dźwiękową jakiegoś ckliwego filmu. Nie żeby było w tym wszystkim coś złego - twierdzę tylko, że taki klimat zupełnie mi nie odpowiada i męczyłem się okrutnie słuchając tego albumu. Kroplą, która przepełniła czarę goryczy był cover Help Czwórki z Liverpoolu... Zdecydowanie zła wersja tego hitu! Brakuje tu jakiegoś "kopa", czegoś, co ożywiłoby tą płytę...
   Najlepszy kawałek: "I Kept On Loving You".

27.01.2013

Dzień 180: The Doors - "Morrison Hotel" (1970)

Poprzednio opisywana płyta Doorsów nie przypadła mi w całości do gustu. Ta jest dla mnie zdecydowanie bardziej odpowiednia. Przyjemnie słuchało się dźwięków gitary, nie było denerwujących mnie organów. Wokal świetny. Miałem wrażenie, że wszystko brzmiało o niebo lepiej niż w The Doors. Może blues rocka bardziej mi po prostu odpowiada. Z pewnością jest krokiem ku zrozumieniu fenomenu zespołu, którego do tej pory w żaden sposób pojąć nie potrafiłem... Dobra rzecz! Warto posłuchać.
   Najlepszy kawałek: "Peace Frog".

26.01.2013

Dzień 179: Black Sabbath - "Black Sabbath" (1970)

Nie znałem do tej pory pierwszej płyty zespołu. Spodziewałem się czegoś nieco innego... Hałaśliwego, mocnego metalu. Ale zaskoczenie było o tyle przyjemne, że zachowując wszystkie elementy charakterystyczne dla ciężkiego brzmienia, zespół prezentował pewną dozę odmienności :) Z pewnością po części za sprawą Ozzy Osbourne'a i Jego niecodziennego wokalu. No i oczywiście przyczynił się do tego Tony Iommi, gitarzysta prowadzący zespołu, który w wypadku stracił opuszki palców i dla zmniejszenia bólu podczas gry na gitarze, zmniejszył napięcie strun, strojąc gitarę niżej. Dało to niecodzienne, mroczne brzmienie twórczości Black Sabbath...
   Najlepszy kawałek: "Evil Woman".

25.01.2013

Dzień 178: Spirit: "Twelve Dreams of Dr.Sardonicus" (1970)

Kolejna z płyt, które określić można jako poprawne. Niby do niczego konkretnego nie można się przyczepić, a jednocześnie niczego nie da się pochwalić. Fajnie grają, nie powiem, że nie, ale do zachwytu brakuje, niestety. Powód jest pewnie znów taki sam, jak w innych przypadkach - mamy teraz okres grup grających nieco ostrzej i, nie czarujmy się, w podobnym stylu. Dlatego też, moim zdaniem potrzebne jest COŚ - wokal, gitara, czy inny charakterystyczny instrument, żeby dać się porwać przez ich muzykę. A tak stwierdzam, że było dobrze, momentami nawet bardzo dobrze i... tyle...
   Najlepszy kawałek: "Mr. Skin".

24.01.2013

Dzień 177: Miles Davis: "Bitches Brew" (1970)

Z niecierpliwością czekałem na tą płytę! Z racji sentymentu do jazzu, rzecz jasna i z ciekawości dokonania Davisa. Zaczęło się obiecująco, jednak po półtoragodzinnej sesji z trąbką, doszedłem do wniosku, że ten odłam jazzu, ten album i przełom w gatunku nie do końca do mnie trafia. Jest dla mnie, (nawet jak na jazz) zbyt chaotyczny, mnogość instrumentów była dla mnie przytłaczająca. Absolutnie nie zamierzam tu krytykować, gdyż całość jest wręcz genialna, wirtuozeria muzyków niezaprzeczalna! Nie jest to jednak ten nurt, który wybrałbym dla siebie.
   Najlepszy kawałek: "Pharaoh's Dance".

23.01.2013

Dzień 176: Derek And The Dominos - "Layla And Other Assorted Love Songs" (1970)

Bardzo miłe dla ucha dźwięki gitary, słucha się tego z prawdziwą przyjemnością. Oczywiście nie wiedziałem, że gitarą tą włada Eric Clapton :) Nie nakierował mnie nawet na to tytuł 13 piosenki - Layla, znanej z Jego wykonania. Pomyślałem, że przecież było wiele takich piosenek, którym sukces przyniosło któreś kolejne wykonanie. Wersja z tej płyty jest znacznie szybsza i żywsza niż samego Claptona. Ogólnie to gitara jest największym atutem tej płyty i na tym właśnie, uważam, należy się skupić...
   Najlepszy kawałek: "Key To The Highway".

22.01.2013

Dzień 175: Creedence Clearwater Revival - "Cosmo's Factory" (1970)

Płyta bardzo zróżnicowana. I nie mam tu na myśli poziomu, bo ten trzyma równy. Bardzo zresztą wysoki. Chodzi o gatunki muzyczne, przez które zespół robi przekrój. Słucha się bardzo sympatycznie! W ucho wpadł mi, (a właściwie w nie uderzył) utwór Who'll Stop The Rain. Podobieństwo do Whiskey, Dżemu jest wręcz powalające. A biorąc pod uwagę, że polski zespół powstał w 1973 roku, wiadomo, niestety, kto od kogo "czerpał inspiracje"... Wracając do albumu, to już trzeci opisywany tej grupy i przyznać muszę, że chyba najbardziej udany...
   Najlepszy kawałek: "Ooby Dooby".

21.01.2013

Dzień 174: Frank Zappa - "Hot Rats" (1969)

Nieprawdopodobne, niesamowite brzmienie! Znawcą nie jestem, nie rozróżniłbym grania jednego gitarzysty od drugiego, ale ta płyta to dzieło sztuki. Piękne są te partie gitarowe! Aż włos się jeży na karku! Zdecydowana większość odbywa się bez żadnego wokalu! Zwykle odczuwam brak tego elementu, ale tutaj mogłem rozkoszować się świetną muzyką i cieszyłem się, że nikt nie przeszkadzał ;) To z pewnością kolejna płyta, do której będę wracał!
   Najlepszy kawałek: "Willie The Pimp".

20.01.2013

Dzień 173: Alexander Spence - "Oar" (1973)

Dość specyficzne granie, bardzo oryginalne. Z jednej strony nieco smętne, mroczne nawet. I ten klimat mroku bardzo mi się podoba. Podkład z głębokim basem i do tego, brzmiący nieco bezuczuciowo, wokal... Całość tworzy mieszankę niezwykle ciekawą. Mamy też bardzo dobre gitarowe brzmienie i nawet nieco country. Myślę więc, że każdy znajdzie coś dla siebie, bo pomimo pozornej monotonii, w albumie kryje się to coś, co każdy powinien spróbować odkryć na swój sposób!
   Najlepszy kawałek: "Grey/Afro".

19.01.2013

Dzień 172: The Stooges - "The Stooges" (1969)

No przyznać należy, że grają jak należy :) Muzyka dość nietypowa. Nie potrafię sprecyzować, ale brzmią jakoś inaczej. Do tego wokal Iggy Popa i robi się ciekawie. Choć na płycie nie można zobaczyć, co wyczyniał na scenie, to o jego dziwnych zachowaniach słyszałem to i owo... Podszedłem więc do płyty z dużą ciekawością. I w sumie nie zawiodłem się, bo grają bardzo dobrego garażowego rocka! Zastanawiam się tylko, dlaczego w swoich czasach nie byli zbyt entuzjastycznie odbierani. Może ze względu na wokalistę? Gdyby zaczynali w dzisiejszych czasach, jego prowokacje nie zrobiłyby prawdopodobnie na nikim większego wrażenia...
   Najlepszy kawałek: "1969".

18.01.2013

Dzień 171: Scott Walker - "Scott 4" (1969)

Scott 4 nie zrobił już na mnie takiego wrażenia jak Scott 2, ale płyta całkiem udana. Za dużo, jak dla mnie, tutaj mruczenia i smucenia. Choć głos wciąż bardzo mi się podoba... Oczekiwałem jednak czegoś trochę innego. Choć z drugiej strony, gdy jakaś poprzednia płyta artysty jest rewelacyjna, kolejnym ciężko przebić wcześniejsze dokonania! Żeby jednak nie było wątpliwości - to wciąż mocny materiał, dobre granie i wartych posłuchania 10 piosenek. Szczególnie na jakiś spokojny wieczór, w ramach kołysanki, na przykład...
   Najlepszy kawałek: "Angels of Ashes".

17.01.2013

Dzień 170: Fairport Convention - "Liege And Lief" (1969)

Nie tak dawno, bo kilka dni temu, słuchałem i zachwycałem się pierwszą płytą zespołu. Zachwyt był tak naprawdę skupiony na Sandy Denny, wokalistce o bardzo charakterystycznym głosie. Także ten album zyskuje uroku dzięki jej śpiewowi. Utwory są w klimacie irlandzkim - tak mi się kojarzą. A że mam do takowych dźwięków sentyment - bardzo przyjemnie mi się słuchało... Mnogość instrumentów jest tez zdecydowanym atutem, pięknie brzmiące skrzypce... Można słuchać i słuchać - dobre na uspokojenie, wyciszenie...
   Najlepszy kawałek: "Come All Ye".  

16.01.2013

Dzień 169: Leonard Cohen - "Songs From A Room" (1969)

Do tego Pana nie mam żadnych zastrzeżeń. Mam wrażenie, że mógłby nagrać cokolwiek, a ja i tak byłbym pod wrażeniem i słuchał każdej nuty! Płyty Cohena cechują się niesamowitym klimatem. Klimat ten tworzy przede wszystkim głos artysty (który, jak można zauważyć, zmienił się na jeszcze głębszy i basowy przez tych kilkadziesiąt lat), ale i fakt, że nie używa on żadnych zbytecznych dodatków w swoich utworach - zazwyczaj On, gitara i piękne chórki. Żadnych tu "wodotrysków", kombinacji - czysty śpiew... Piękna rzecz!
   Najlepszy kawałek: "You Know Who I Am".

15.01.2013

Dzień 168: King Crimson - "In The Court Of The Crimson King" (1969)

Powiem (napiszę) szczerze, że płyta zrobiła na mnie wielkie wrażenie! Słuchałem jej w kółko kilka razy. Brzmi niesamowicie nowocześnie, jest po prostu świetna!! Utworów nań może niewiele, ale dzieje się naprawdę sporo! Jest ostro i dynamicznie, a wolniejsze partie są pięknie zagrane i zaśpiewane - bez ckliwych nutek i zawodzącego śpiewu! Mimo mojej antypatii do długich utworów - tu się nimi cieszyłem i nie chciałem żeby się kończyły :) Powód jest jeden - zespół miał pomysł na cały czas trwania piosenki, a nie kilkakrotne powtarzanie refrenów i partii muzycznych (co się zdarza nader często niestety)...
   Najlepszy kawałek: "Epitaph Including March For No Reason And Tomorrow And Tomorrow".

14.01.2013

Dzień 167: The Kinks - "Arthur - Or The Decline And Fall Of The British Empire" (1969)

Wydaje mi się, że cztery płyty jednego zespołu nawet w tak obszernym zestawieniu to nieco za wiele. Choć z drugiej strony grupa nagrała ich tak dużo, że słucham w sumie niewielkiego wycinka ich twórczości. Problem polega na tym, że sytuacja się powtarza i nie mam znów nic szczególnego do powiedzenia na ich temat. Grają przyzwoicie, do tego zdążyłem się już przyzwyczaić. Jednak to wciąż za mało, żeby uznać, że coś drgnęło, coś się zmieniło. Kolejna płyta podobna do wielu innych...
   Najlepszy kawałek: "Victoria".

13.01.2013

Dzień 166: The Grateful Dead - "Live / Dead" (1969)

Już pierwsze dźwięki sugerują, że będziemy mieć do czynienia z płytą wyjątkową. Wyjątkowa jest również grupa, która ją stworzyła. Zaznaczyć należy, że to płyta live, czego od razu wychwycić mi się nie udało. W ucho szczególnie wpadły mi dźwięki gitar. Wirtuozeria  Jerry'ego Garcii i Boba Weira nie zna granic. Improwizacje w ich wykonaniu to prawdziwe mistrzostwo i nawet trwający ponad 20 minut Dark Star mi się nie dłużył... Jestem pełen podziwu dla muzyków i tego krążka, bo to świetny materiał!
   Najlepszy kawałek: "The Eleven".

12.01.2013

Dzień 165: Isaac Hayes - "Hot Buttered Soul" (1969)

Ciężko mi się jednoznacznie wypowiedzieć na temat tego albumu. Mamy tu tylko 4 utwory, ale całość trwa 45 minut. To już coś, czego nie lubię. Zniechęcił mnie już pierwszy utwór - jak można ciągnąć Walk On By przez 12 minut? Ale kolejne, pomimo swojej rozwiązłości, nawet mi się spodobały. Głównie za sprawą pięknego brzmienia instrumentów. Jest ich spory przekrój... Poszczególne partie są naprawdę godne uwagi i podziwu. Isaac dawkuje nam swój głos dość oszczędnie, ale jak już śpiewa, robi to doskonale. Płyta inna niż wszystkie dotąd, więc i ciekawa!
   Najlepszy kawałek: "Hyperbolicsyllabicsesquedalymistic".

11.01.2013

Dzień 164: The Youngbloods - "Elephant Mountain" (1969)

Taki folk rock trafia w moje gusta, wyczuwam jeszcze domieszki jazzu, więc jest całkiem nieźle. Bardzo fajnie grają gitary. Niby delikatnie, ale momentami jest i drapieżnie. Płyta ma w sobie coś, co każe do niej wracać, choć nie słyszę na niej potencjalnych przebojów - czegoś, co sprawiłoby, że o grupie byłoby głośno do dzisiaj. A tak - ja słyszę ich i o nich pierwszy raz. Powtarza się też sytuacja, gdy krytycy oceniali ich wyczyny bardzo dobrze, a publiczności jakoś nie zachwycili... Ja tym razem przychylam się do zdania krytyków i, jak to się mówi, jestem na tak!
   Najlepszy kawałek: "Darkness, Darkness".

10.01.2013

Dzień 163: Fairport Convention - "Unhalfbricking" (1969)

Wiem, że to daleko idące porównanie, ale głos wokalistki skojarzył mi się z głosem Dolores z The Cranberries. Nastawiłem się bardzo pozytywnie na tą płytę i nie zawiodłem się. Bardzo miło spędzone 40 minut. Muzyka irlandzka jest mi bliska, a Fairport jako pierwsza brytyjska grupa folk rockowa właśnie takie klimaty prezentuje. Skrzypce, mandolina, gitara - wszystko to pięknie się łączy! Dość dziwne dźwięki w Cajun Woman dodają uroku i sprawiają, że całość prezentuje się bardzo oryginalnie i łatwo wpada w ucho.
   Najlepszy kawałek: "Si Tu Dois Partir".

9.01.2013

Dzień 162: Chicago - "Chicago Transit Authority" (1969)

Bardzo pozytywne brzmienia. Zespół gra bardzo ciekawą mieszankę różnych stylów. Jest rockowo z wieloma elementami jazzu! Właśnie takie zabiegi muzyczne lubię. Jest tu dużo grania, wokal nie narzuca się nam. Jest jakby dodatkiem (jeśli w ogóle występuje). Zespół nim nagrał płytę i stał się popularny, grał przemierzając całe Stany Zjednoczone. Nie brakuje tu solowych popisów, a jednocześnie słychać, że muzycy są bardzo zgrani i robią to, co lubią. Bardzo udany album...
   Najlepszy kawałek: "Someday".

8.01.2013

Dzień 161: Tim Buckley - "Happy Sad" (1969)

Happy Sad, ze zdecydowanym naciskiem na sad... Jak tylko płyta się rozpoczęła, wiedziałem, że z tym gościem mieliśmy już do czynienia! Po tym głosie płacząco-zawodzącym. Nudne to jest strasznie! Do tego faktycznie jest smutno i nic więcej dla mnie z tego nie wynika... Doczytałem, że zmarł z powodu przedawkowania heroiny w wieku 28 lat. Aż się prosi, żeby to złośliwie skomentować... Na plus mogę przyznać, że teksty piosenek są całkiem niezłe i muzyka też daje radę. Ale On śpiewa tak, że zwyczajnie nie mogę tego słuchać...
   Najlepszy kawałek: "Gypsy Woman" (bo mało wokalu).

7.01.2013

Dzień 160: Sly And The Family Stone - "Stand!" (1969)

Może to dziwne, ale całość jakoś za bardzo mi przypomina gospel. Dużo takich chórków, charakterystycznych dla tegoż gatunku, za dużo udziwnień. Nie znalazłem tu zbyt wielu czynników, które podziałałyby przyjemnie na moje uszy. Może poza gitarami w Sex Machine. Płyta robi na mnie wrażenie dość chaotycznej. Może taki styl... Słychać, że grupie sprawia to wszystko przyjemność, daje się odczuć entuzjazm i niewątpliwie koncert byłby ciekawym wydarzeniem. Krążek niestety zwyczajnie nie spodobał mi się.
   Najlepszy kawałek: "Stand!".

6.01.2013

Dzień 159: The Temptations - "Cloud Nine" (1969)

W sumie słucha się całkiem przyjemnie. Bardzo podoba mi się różnorodność instrumentów! Sekcja dęta jest niesamowita, ogólnie wokal wspiera praktycznie cała orkiestra. Chóry także przypadły mi do gustu (choć to rzadkość). Zazwyczaj nie trafia do mnie taka muzyka, ale tu można wyczuć entuzjazm płynący od zespołu, co wpływa bardzo pozytywnie na odbiór ich muzyki. W trakcie swojej działalności przez grupę przewinęło się wielu muzyków, duża część z powodzenie kontynuowała karierę solo. Coś w tym jest, bo płyta przez nich nagrana jest naprawdę warta posłuchania...
   Najlepszy kawałek: "I Gotta Find A Way".

5.01.2013

Dzień 158: MC5 - "Kick Out The Jams" (1969)

MC5, czyli Motor City Five grają hard rocka. I to takiego dobrego, właśnie ostrego. Pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że blisko im do punkowego grania. Płyta ta to zapis koncertu. Choć album naprawdę imponujący, nagrania koncertowe w latach sześćdziesiątych pozostawiają sobie wiele do życzenia! Jest głośno i momentami niewyraźnie, ale da się słuchać. Ważne, że to jedna z pierwszych płyt opisywanych tutaj, gdzie jest takie bardzo mocne granie. Jak doczytałem - muzycy w swoich czasach niedoceniani, dziś uważani są za istotną kapelę w historii rocka (gdzieś już to słyszałem)...
   Najlepszy kawałek: "Borderline".

4.01.2013

Dzień 157: Led Zeppelin - "Led Zeppelin II" (1969)

Co tu dużo pisać - płyta niewiele różni się od poprzedniej - jest rewelacyjna! Można słuchać bez przerwy, bez ograniczeń i za każdym razem z taką samą przyjemnością! To, co dzieje się na płycie trudno opisać słowami! to trzeba po prostu usłyszeć! Jest to kolejny album, który właściwie powinien znajdować się na półce każdego fana muzyki rockowej. Myślę również, że do tego zespołu trzeba dojrzeć, przesłuchać wielu innych płyt, innych zespołów, żeby zrozumieć, że to jest historia, to jest kanon! Perełka!!
   Najlepszy kawałek: "The Lemon Song".

3.01.2013

Dzień 156: The Band - "The Band" (1969)

Country rock w niezłym wydaniu. Bardziej brzmi jak rock i to mi się podoba! Ogólnie grają za bardzo ospale, jak dla mnie... Przyjemnie za to słucha się dźwięków gitar. Wszystko to w dość spokojnym wydaniu. Połączenie jest o tyle ciekawe, że ma elementów, które w country działają mi na nerwy ;) Mamy bardzo stonowane użycie hałasujących instrumentów typu harmonijka ustna... I choć będzie to dla mnie pewnie płyta na jeden raz, uważam, że jest naprawdę przyzwoita. I tyle...
   Najlepszy kawałek: "Rag Mama Rag".

2.01.2013

Dzień 155: Led Zeppelin - "Led Zeppelin" (1969)

Taką płytę mógł stworzyć tylko zespół składający się z genialnych muzyków! Nie mogłem wyjść z podziwu! Te gitary wprawiają w drżenie kolan, a perkusja z nich po prostu zwala! Szkoda, że właśnie perkusista musiał odejść w tak młodym wieku (miał 32 lata). Możliwe, że gdyby nie to wydarzenie, Led Zeppelin grali by po dzień dzisiejszy, dając przykład prawdziwego mocnego brzmienia współczesnym zespołom! Jimmy Page zajmuje czołowe pozycje w rankingach najlepszych gitarzystów wszech czasów, podobnie jest z Robertem Plantem, który jako wokalista wręcz przoduje w takich zestawieniach! Cóż to był za zespół! 
   Najlepszy kawałek: "Babe, I'm Gonna Leave You".

1.01.2013

Dzień 154: Quicksilver Messenger Service - "Happy Trials" (1969)

No! Przyznać muszę, że bardzo mi się to granie spodobało. Jak na Nowy Rok - płyta "wchodzi" idealnie ;) Improwizacje gitarowe są tutaj naprawdę niesamowite. Do tego perkusja i rzadko kiedy wokal dają wrażenia doprawdy imponujące! Trochę przydługi utwór Calvary zagrany tak, że poczułem się jak podczas galopu (Kilka kawałków nawet brzmi nieco westernowo)... I 15 minut zleciało mi jak z płatka. Zespół ciekawy, pierwszy raz się z nim zetknąłem. I myślę, że nie po raz ostatni...
   Najlepszy kawałek: "Who Do You Love (part 2)".