To już trzecia opisywana tu płyta tegoż zespołu. Jak o pierwszej miałem dobre zdanie, druga nieco gorsza, ta jest nie do zniesienia! Znów ten zawodzący wokal przy usypiających dźwiękach gitary. Umęczyłem się niesamowicie podczas słuchania. Brnąłem w kolejne utwory z nadzieją na lepsze. Na próżno. Wszystko wydawało się zlewać ze sobą. Trudno zrozumieć słowa, wyodrębnić je z muzyki... Zakładam, że taki był zamiar twórców, ale nie dla mnie takie zabiegi. I znów 8-minutowy kawałek, rozciągnięty do granic. Nie! I jeszcze raz NIE!
Najlepszy kawałek: "Beginning To See The Light".
31.12.2012
30.12.2012
Dzień 152: Elvis Presley - "From Elvis In Memphis" (1969)
Elvis is back! Again! ;) Szczerze powiem, że spodziewałem się zupełnie innej płyty - jak na Króla rock and rolla przystało - rock and rollowej... A tymczasem mamy całe mnóstwo wolnych piosenek, śpiewanych oczywiście charakterystycznie po Elvisowsku ;) Bardzo to wszystko ładnie brzmi - taka ładna płyta - ta fraza chyba najlepiej tutaj pasuje... I jest tu też chyba najpiękniejsza ballada Presleya In the Ghetto, w niesamowitej aranżacji, z pięknymi chórkami - po prostu - Cud-miód! A swoją drogą... Co Oni Wszyscy mają z tym Memphis? ;)
Najlepszy kawałek: "In the Ghetto", oczywiście :)
Najlepszy kawałek: "In the Ghetto", oczywiście :)
29.12.2012
Dzień 151: Dusty Springfiled - "Dusty In Memphis" (1969)
Bardzo ładne ballady, przyznać muszę. Nostalgiczne, spokojne, ale i momentami dynamiczne. Wszystko za sprawą Dusty i Jej ciekawego, "zakurzonego" głosu. Do tego piękne brzmienie instrumentów dają końcowy efekt. Efekt ten zaskoczył mnie, nie spodziewałem się, że całość tak wpadnie mi w ucho... Największy przebój z tego albumu, Son Of A Preacher Man, został napisany dla Arethy Franklin, która go odrzuciła (ciekawe, czy żałowała ;). Ogólnie słucha się bardzo przyjemnie, płyta jest nie za długa, nie za krótka, lecz w sam raz ;)
Najlepszy kawałek: "Son Of A Preacher Man".
Najlepszy kawałek: "Son Of A Preacher Man".
28.12.2012
Dzień 150: Nick Drake - "Five Leaves Left" (1969)
Już samo imię i nazwisko brzmią jakby miał śpiewać poezję, przy akompaniamencie gitary. Takie miałem skojarzenia przed włączeniem płyty. I chyba się nie pomyliłem :) Piosenki brzmią dość smutno (sam cierpiał na depresję)... Jednak w Jego głosie jest coś, co przykuwa uwagę. Samo brzmienie gitary to ponoć też eksperymenty ze strojeniem, a Nick był samoukiem. Nie jest to więc do końca typowe granie. Pomimo faktu, że do tańca płyta się nie nadaje, do poprawy nastroju również - z niewiadomych przyczyn muszę stwierdzić, że mi się podobała... Najlepszy kawałek: "Man In A Shed".
27.12.2012
Dzień 149: The Rolling Stones - "Let It Bleed" (1969)
Tu powinno znaleźć się znów kilka zdań o tym, jak rewelacyjna jest to kapela! Jak rewelacyjną płytę wydała. Moje zdolności dziennikarskie nie są jednak zbyt wybitne i trudno mi wymyślić coś oryginalnego, coś, czego jeszcze nie powiedziałem. Umówmy się, że będę się cały czas zachwycał Jaggerem i resztą. Poza tym tej płyty słuchałem nie jednokrotnie już wcześniej i stylem bardzo mi odpowiada. Jest nasycona niesamowitym rockowym brzmieniem! Życzyłbym sobie samych takich perełek w domowej kolekcji...
Najlepszy kawałek: "You Can't Always Get What You Want".
Najlepszy kawałek: "You Can't Always Get What You Want".
26.12.2012
Dzień 148: The Pentangle - "Basket Of Light" (1969)
Muzyka folkowa jest pojęciem dość ogólnym. Ciężko na podstawie samego gatunku stwierdzić, czy będzie się podobać, czy nie... Znając kraj, rejon, z którego pochodzi grupa - już może być łatwiej. Brytyjczycy grają całkiem nieźle i tu jest też nie najgorzej... Brakuje mi czegoś charakterystycznego, czegoś, co sprawiłoby, że mógłbym powiedzieć - Tak! Muzyka tego kraju mnie fascynuje, wpada w ucho, zachęca do dalszego poszukiwania i słuchania. A tak - poprzestać muszę na stwierdzeniu, że jest nieźle...
Najlepszy kawałek: "The Cuckoo".
25.12.2012
Dzień 147: The Bee Gees - "Odessa" (1969)
Bee Gees kojarzy mi się z trzema Panami (braćmi), śpiewających falsetem klika hitów. Nie jestem fanem tego typu śpiewania, ale te kilka znanych mi przebojów było całkiem niezłych. A przynajmniej charakterystycznych... Swoją drogą, okazuje się, że w ilości sprzedanych płyt na przestrzeni lat plasują się w ścisłej czołówce. Ta przeczytana niedawno informacja szczerze mnie zaskoczyła. Musiało być tych hitów nieco więcej niż znam z mediów ;) Nie wiedziałem, że był aż taki szał na ich punkcie. Zaliczałem ich zazwyczaj do mniej ciekawych zespołów... Wracając do płyty, ta nie jest nawet charakterystyczna... Jest dla mnie nijaka. Zbyt nostalgiczna i oczywiście - co zwykle stwierdzam w takich przypadkach - nudna...
Najlepszy kawałek: "Whisper Whisper".
Najlepszy kawałek: "Whisper Whisper".
24.12.2012
Dzień 146: Miles Davis - "In A Silent Way" (1969)
Przeczytałem, że to nie płyta dla typowego fana jazzu, czy rocka... że to pozycja wyjątkowa, subtelna i trzeba się dobrze wczuć w klimat, który proponuje Davis. I muszę się z tym zgodzić. Trudno mi się tego słuchało. Bardzo spokojne dwa utwory, ciche. Ogólnie zawsze mi dość trudno opisać tak długie kawałki, jak często piszę - nie przepadam za takowymi. Tutaj jednak, biorąc też pod uwagę, że nie ma wokalu, album działa kojąco i wyciszająco... Jest jednym spójnym kawałkiem muzyki. I to z najwyższej półki.
Najlepszy kawałek: oba dobre :)
Najlepszy kawałek: oba dobre :)
23.12.2012
Dzień 145: The Who - "Tommy" (1969)
Album przedstawia historię tytułowego Tommy'ego, który w dzieciństwie był świadkiem jak jego ojciec zabija kochanka matki Tommy'ego. Na skutek wstrząsu psychicznego chłopak stracił wzrok, słuch i mowę, jednak dzięki doskonałemu zmysłowi dotyku został mistrzem flippera. W niedługim czasie stał się wielką gwiazdą i przywódcą, jednak finalnie Tommy zostaje porzucony przez swoich fanów i wielbicieli. To cytat z wikipedii. Uznałem to za istotną informację. Album jest pierwszą oficjalną rock operą. Do powyższego nieocenionego źródła wiedzy sięgnąłem, gdyż po kilku utworach styl nie zgadzał mi się z moim wyobrażeniem o zespole The Who... Zawsze kojarzyli mi się raczej z hard rockowym brzmieniem. Co do płyty Tommy - mam mieszane uczucia. Muzycznie niezbyt do mnie przemawia. Wszak jest to poruszająca historia - musi być więc nieco melancholijnie i jest czasem aż za bardzo. Z drugiej jednak strony świadomość, że cała płyta to zwarta historia, każe się wsłuchać w słowa. Jakby na to nie spojrzeć - jest to ciekawe przedsięwzięcie muzyczne!
Najlepszy kawałek: "Pinball Wizard".
Najlepszy kawałek: "Pinball Wizard".
22.12.2012
Dzień 144: The Beatles - "Abbey Road" (1969)
Wreszcie przyszła pora na muzyczną ucztę! Nie potrafię stwierdzić, co tak bardzo odróżnia Bitlesów na tle całej Brytyjskiej Inwazji. Wielokrotnie pisałem, że wszystkie te kapele brzmią według mnie podobnie... Wszystkie oprócz tej. I to jest fenomen! Z największych hitów mamy tu Come Together oraz Oh! Darling. Jednakże cała płyta zasługuje na uznanie i jest, krótko mówiąc, rewelacyjna. A że wcześniej nie miałem okazji słuchać jej w całości, za kolejnym powtórzeniem zdaje mi się coraz lepsza! Może jak twierdzi Inżynier Mamoń: Mnie się podobają melodie, które już raz słyszałem. ;)
Najlepszy kawałek: "Come Together".
Najlepszy kawałek: "Come Together".
21.12.2012
Dzień 143: Creedence Clearwater Revival - "Green River" (1969)
Kolejna płyta Creedence może nie zwaliła mnie z nóg tak jak pierwsza, ale jest to wciąż mocny materiał i warta posłuchania propozycja. Płyta nie należy do długich, ale zawiera wszystko, czego miłośnik muzyki może oczekiwać od nagranego krążka. A poza tym dwa dobre albumy w ciągu jednego roku to niezły wyczyn. Nic tylko słuchać i się delektować, bo ciężko teraz o podobnie brzmiące kapele. O dziwo - ówcześni krytycy zgadzają się z moim zdaniem... Albo raczej ja z ich ;)
Najlepszy kawałek: "Bad Moon Rising".
Najlepszy kawałek: "Bad Moon Rising".
20.12.2012
Dzień 142: Johnny Cash - "Johnny Cash At San Quentin" (1969)
A ten ciągle gada... Może byłoby i dobrze, ale pomimo poczucia humoru i zagadywania do publiczności - burzy mi to kompozycję płyty. Na koncercie lubię takie przerywniki, ale płyta nie oddaje klimatu... Gdyby jeszcze dołączyć do tego wizję - myślę, że wtedy nie miałbym się czego czepiać... Przydałaby się płyta studyjna wśród tych 1001 do przesłuchania, bo możliwości wokalne ma niesamowite i usłyszeć Go w studyjnej aranżacji byłoby z pewnością ciekawe. A tak - czuję, że do tej pozycji już nie wrócę.
Najlepszy kawałek: "I walk the line".
Najlepszy kawałek: "I walk the line".
19.12.2012
Dzień 141: Flying Burrito Brothers - "The Gilded Palace Of Sin" (1969)
Takie sobie country... Skoro już przestałem nienawidzić ten gatunek muzyczny, moje wymagania nieco wzrosły. A tutaj niczego, co by mnie uraczyło, nie znalazłem. Bardzo typowo i, jak dla mnie, nudno. Powtórzę się i stwierdzę, że utwory są podobne do siebie, podobna linia melodyczna i nic, czym można wyróżnić piosenki na owej płycie. Może się zwyczajnie nie znam, bo znów nie rozumiem umieszczenia takiego krążka w 1001, które należy koniecznie usłyszeć.
Najlepszy kawałek: "Christine's Tune". Chyba...
Najlepszy kawałek: "Christine's Tune". Chyba...
18.12.2012
Dzień 140: Blood, Sweat And Tears - "Blood, Sweet And Tears" (1969)
A to dopiero miła niespodzianka! Bardzo ciekawa płyta. Są tu i utwory instrumentalne, i covery... Dużo różnych instrumentów, w szczególności dętych sprawiało koncertowe wrażenie. Choć zespół nagrał wcześniej płytę (w nieco innym składzie), ten krążek okazał się wielkim sukcesem! Album roku, występ na festiwalu Woodstock... Szkoda, że później już nie było takich sukcesów, bo muzycy świetnie łączyli gatunki muzyczne, byli jednymi z pierwszych, którzy tworzyli jazz-rock. A gatunek ten wyjątkowo przypadł mi do gustu!Najlepszy kawałek: "Smiling Phases", choć to cover zespołu Traffic.
17.12.2012
Dzień 139: Crosby, Stills And Nash - "Crosby, Stills And Nash" (1969)
Po poprzednim dniu, gdzie panowało mocne granie, tu mamy zdecydowane zwolnienie tempa. Trzech Panów gra i śpiewa, głównie ballady i inne dość spokoje kawałki. Momentami (Guinnevere) trąca to nudą, ale ogólnie krążek wypada nie najgorzej. Wooden Ships nawet trochę w reggae wpada na początku. Bardzo ładnie brzmi tu stereo - czasem z jednego kanału leci jeden wokal, z drugiego drugi. To niby szczegóły, ale sprawiają, że ta nieco ckliwa, w większości czasu, płyta zyskuje na klimacie.
Najlepszy kawałek: "Marrakesh Express".
Najlepszy kawałek: "Marrakesh Express".
16.12.2012
Dzień 138: Creedence Clearwater Revival - "Bayou Country" (1969)

Najlepszy kawałek: "Keep On Chooglin'".
15.12.2012
Dzień 137: Captain Beefheart And His Magic Band - "Trout Mask Replica" (1969)
Utwory, w których grają i śpiewają (w miarę normalnie - jeśli tak można mówić o psychodelicznych nagraniach) są po prostu świetne! Jest ostro, drapieżnie, rewelacyjnie wokalnie i instrumentalnie, bardzo mi się to granie podoba! Porównując jednak z poprzednią opisywaną tu płytą, wolałem tamtą. Za dużo udziwnień, mimo, że jestem otwarty na oryginalne dźwięki. Ale już sama okładka sugeruje, że mamy do czynienia ze szczególnym przedsięwzięciem ;)
Najlepszy kawałek: "Dachau Blues".
Najlepszy kawałek: "Dachau Blues".
14.12.2012
Dzień 136: Neil Young With Crazy Horse - "Everybody Knows This Is Nowhere" (1968)
Bardzo miłe brzmienie gitary! Utwory, w których jest jej mniej już mnie tak nie ruszały. Ale to artysta, który widnieje na listach najlepszych gitarzystów wszech czasów! Płyta ogólnie krótka, chciałoby się posłuchać jeszcze. Byłoby to nawet wskazane, żeby móc się szerzej o niej wypowiedzieć. Wolniejsze piosenki są dla mnie zbyt łzawe, ale całościowo jestem zadowolony z tego, co usłyszałem. Nawet przydługawy ostatni utwór zupełnie mi nie przeszkadzał. Mam zamiar sięgnąć po inne pozycje tego wykonawcy, nagrywał z kilkoma zespołami, więc będzie czego słuchać. A powyższa płyta to niewątpliwa zachęta!
Najlepszy kawałek: "Cinnamon Girl".
Najlepszy kawałek: "Cinnamon Girl".
13.12.2012
Dzień 135: The Mothers of Invention - "We're only in it for the money" (1968)
Jedno jest pewne. Frank Zappa nie gra dla każdego. Nie każdy lubi eksperymenty muzyczne, a tych niemało znajdziemy na omawianej płycie. Ja zazwyczaj też ostrożnie podchodzę do różnych dziwnych zabiegów instrumentalnych, ale w tym przypadku nie mam nic do zarzucenia! No może poza ostatnim utworem, gdzie było tego nieco za wiele i za długo. Nie powiem, że to płyta lekka, łatwa i przyjemna, ale po skupieniu się nań i wsłuchanie dokładnie we wszystkie dźwięki, daje potężną dawkę satysfakcji! Oczywiście dla wybranych ;)
Najlepszy kawałek: "Mother People".
Najlepszy kawałek: "Mother People".
12.12.2012
Dzień 134: The Beatles - "White Album" (1968)
Z pewnością wielu artystów zadaje sobie pytanie - jak zrobić dobry album. Taki, który będzie trzymał wysoki poziom przez cały czas trwania. Niewielu się to udaje, a już na pewno nielicznym dane jest stworzenie świetnego dzieła muzycznego, składającego się z dwóch płyt - 30 utworów i 1,5 godziny świetnej muzyki! To musieli być Oni! Słucha się lekko i przyjemnie. Nie nudziłem się ani chwili. Chórki brzmiały tak jak powinny - po męsku (co czasem nie było tak oczywiste nawet w przypadku innych męskich kwartetów), świetny wokal, super muzyka i rewelacyjna zabawa!
Najlepszy kawałek: "Ob-la-di, ob-la-da" - nie do pobicia ;) i drugi, skoro dwie płyty: "Helter Skelter".
Najlepszy kawałek: "Ob-la-di, ob-la-da" - nie do pobicia ;) i drugi, skoro dwie płyty: "Helter Skelter".
11.12.2012
Dzień 133: The Byrds - "Sweetheart of the Rodeo" (1968)
Gdy zobaczyłem, że do przesłuchania mam kolejny album Byrdsów, nie miałem na to najmniejszej ochoty. Kolejny taki sam - pomyślałem sobie... Jednakże płyta w stylu country okazała się przyjemną odmianą - pasuje wręcz do grupy. Choć powtórzę się kolejny raz, że nie lubię tego stylu - tu okazało się, że słuchało mi się całkiem miło i nawet nie spostrzegłem jak przeleciał ostatni kawałek. Choć wciąż uważam, że przesadą jest umieszczanie tylu płyt tegoż zespołu, to tym razem odpuszczę autorowi książki, gdyż trafił z tymże albumem...
Najlepszy kawałek: "Pretty Boy Floyd".
10.12.2012
Dzień 132: Van Morrison - "Astral Weeks" (1968)
Jeśli ktoś lubi słuchać muzyki w samochodzie, to w żadnym wypadku nie powinien odtwarzać w nim tej płyty. Grozi to wypadkiem z powodu zaśnięcia za kierownicą. Ja rozumiem spokojne granie, ale tu było straszliwie nudno. No i w dodatku to, czego nie cierpię, czyli utwory po 7-8 minut. Niby jest ich tylko osiem, ale nie ma z czego wybierać, żeby znaleźć coś dla siebie... Choć przez krytyków album jest wznoszony pod niebiosa, ja obstaję przy swoim i nie będę się zaliczał do fanów tego krążka. Co z samym artystą - zobaczymy - może będzie okazja posłuchania czegoś innego i zmiany zdania!Najlepszy kawałek: "The Way Young Lovers Do".
9.12.2012
Dzień 131: The Zombies - "Odessey & Oracle" (1968)
Biorąc pod uwagę nazwę zespołu, spodziewałem się czegoś innego. Nie wiem dokładnie czego, ale nie brzmią jakby powstali z martwych;) Raczej grają bardzo, powiedziałbym, leniwie. A to do zombie nie pasuje. Ale poważnie - płyta mnie nie zachwyciła. Znów kilku panów, chórki z wysokimi głosami, standardowe instrumenty... Nic, co by wyróżniało ich oraz ich płytę spośród tłumu podobnych. Za dużo ballad, za mało konkretnego grania! Zombie zamiast mnie pożreć, uśpili...
Najlepszy kawałek: "Friends Of Mine".
Najlepszy kawałek: "Friends Of Mine".
8.12.2012
Dzień 130: Scott Walker - "Scott 2" (1968)
Trochę jak Sinatra, trochę jak Johnny Cash... Takie mam skojarzenia. Podobny styl, mocny głos, zbliżony repertuar... Tak czy owak - płyta mi się podobała pomimo nieco starodawnego brzmienia (w sumie nie ma się co dziwić - minęły 44 lata od wydania). Album zawiera covery, ale zaśpiewane zdecydowanie znakomicie! Nie znam reszty jego płyt, ale ta odniosła wielki sukces, największy w jego solowej karierze (wcześniej był członkiem zespołu The Walker Brothers). I myślę, że zasłużenie...
Najlepszy kawałek: "Jackie".
Najlepszy kawałek: "Jackie".
7.12.2012
Dzień 129: Caetano Veloso - "Caetano Veloso" (1968)
Do tej płyty ciężko mi się jednoznacznie ustosunkować... Z jednej strony znudziła mnie straszliwie swoimi dźwiękami, a z drugiej dużo było na niej przyjemnych melodii, dość skocznych i ciekawych... Kilka niezłych aranżacji... Nie wiem więc skąd ta niechęć. Wydaje mi się, że to podkład muzyczny (tak bym to nazwał), taka myśl przewodnia, która przewija się przez większość utworów. Z powodu niezdecydowania jak ocenić ten album, przesłuchałem go ponownie i... nic to nie dało... Dalej jest dla mnie nijaki. Może za dużo stylów pomieszanych, może to po prostu nie mój klimat...
Najlepszy kawałek: "Tropicália".
Najlepszy kawałek: "Tropicália".
6.12.2012
Dzień 128: Jeff Beck - "Truth" (1968)
Powiem krótko - świetna płyta! Słucha się z zapartym tchem! No ale to gitarzysta nietuzinkowy. Choć renomę budował przez lata, to właśnie w sześćdziesiątych stopniowo zdobywał popularność. Otaczał się wtedy znanymi nazwiskami. Najpierw zastąpił Claptona w Yardbirds, potem, gdy odszedł z kapeli, na jego miejsce wskoczył Jimmy Page. No i wreszcie płyta "Truth", nagrana właściwie przez Jeff Beck Group, gdzie wokalistą był nie kto inny jak Rod Steward (wtedy jeszcze niezbyt popularny). Płyta warta poświęcenia większej ilości czasu. Sam Jeff na listach najlepszych gitarzystów wszech czasów magazynu Rolling Stone jest niedaleko za Jimmim Hendrixem...
Najlepszy kawałek: "I Ain't Superstitious".
Najlepszy kawałek: "I Ain't Superstitious".
5.12.2012
Dzień 127: The Band - "Music From Big Pink" (1968)
Trochę to zbyt smętne dla mnie. Ani to do końca rockowe, ani country... Wszystkie utwory wydają mi się podobne do siebie. Cały czas gitara i perkusja w podobnym brzmieniu. Sam zespół w latach sześćdziesiątych był negatywnie odbierany. I to właśnie wtedy gdy wokalistą był Bob Dylan. Twierdzono, że nie powinien się wiązać z kiepską kapelą rockową. Choć grupa oraz ich płyta są cenione przez krytyków, ja podzielam zdanie ówczesnej publiczności - nie widzę nic szczególnego w twórczości zawartej na owej płycie!
Najlepszy kawałek: "I Shall Be Released", mimo, że płacząca ballada...
Najlepszy kawałek: "I Shall Be Released", mimo, że płacząca ballada...
4.12.2012
Dzień 126: The Small Faces - "Ogden's Nut Gone Flake" (1968)
Kolejna warta uwagi kapela! Choć czytałem, że grają rocka psychodelicznego, myślę, że bliżej im jednak do tradycyjnego brzmienia! Słucha się z przyjemnością, nie wieje nudą, choć to znów 4-osobowy band. Tradycyjnie podenerwowałem się na gadaninę między utworami, ale nie było tego aż tak wiele... Panowie nadrabiali różnorodnością utworów i ciekawym brzmieniem. Z mojego punku widzenia, nieco zginęli w szale brytyjskiej inwazji. Nie oznacza to jednak, że słusznie, bo grają bardzo przyzwoicie..
Najlepszy kawałek: "Rollin' Over".
Najlepszy kawałek: "Rollin' Over".
3.12.2012
Dzień 125: Simon And Garfunkel - "Bookends" (1968)
Czemuż ci Panowie tak smutno śpiewają? Nie twierdzę, że musi być skocznie, głośno i na mnóstwo instrumentów... Ballady różnego rodzaju też do mnie trafiają, ale Art i Paul przesadzili ze smutkiem i melancholią... Rozumiem, że to folk rock, ale ich głosy, idealnie splecione nie są mile odbierane przez mój zmysł słuchu... Nie odpowiada mi takie granie i śpiewanie... Na szczęście od totalnego dla moich uszu kataklizmu płytę ratuje wielki przebój duetu, czyli Mrs. Robinson. Okazuje się więc, że jednak te same głosy i gitara potrafią zabrzmieć zupełnie inaczej - ciekawiej rzekłbym... Jednakże jeden utwór to za mało, żeby Panowie mnie przekonali do swojej twórczości... Jest jeszcze A Hazy Shade of Winter, ale czekam na więcej...
Najlepszy kawałek: "Mrs. Robinson".
Najlepszy kawałek: "Mrs. Robinson".
2.12.2012
Dzień 124: The Pretty Things - "S.F.Sorrow" (1968)
Mam mieszane uczucia odnośnie tej płyty. Kolejny raz - niby wszystko jest ok - dobrze grają, śpiewają też nie najgorzej (chociaż te męskie chórki mnie dobijają - szczególnie w Bracelets Of Fingers)... Ogólnie rzecz biorąc - zachwytu nie ma, ale jakiejś jadowitej krytyki również. Uważam jednak, że w przypadku muzyki - rzecz musi się podobać - czasem tak od razu i czasem nie za bardzo potrafimy wytłumaczyć dlaczego jest, bądź nie jest dla nas ok... Tu dla mnie nie jest - nie wpadło mi w ucho, nie urzekło i w ogóle...
Najlepszy kawałek: "S.F. Sorrow Is Born".
Najlepszy kawałek: "S.F. Sorrow Is Born".
1.12.2012
Dzień 123: Iron Butterfly - "In-A-Gadda-Da-Vida" (1968)
Po pierwszych dźwiękach stwierdziłem, że do czynienia mamy z kolejnym podobnym do wielu albumem. I w sumie im dalej, tym utwierdzałem się w tym przekonaniu. Niby fajne, rockowe brzmienie, ale czegoś brakowało, żeby można było ich wyróżnić. No i to coś pojawia się na samym końcu w postaci 17-minutowego utworu tytułowego. Normalnie nie cierpię takich muzycznych tasiemców, ale tutaj dałem się porwać różnorodności a jednocześnie harmonii płynącej z głośników! Żelazny motyl dał czadu!
Najlepszy kawałek: "In-a-gadda-da-vida" - uproszczony zapis frazy In the Garden of Eden (tytułem ciekawostki).
Najlepszy kawałek: "In-a-gadda-da-vida" - uproszczony zapis frazy In the Garden of Eden (tytułem ciekawostki).
30.11.2012
Dzień 122: Dr.John, The Night Tripper - "Gris-Gris" (1968)
Słuchanie tego krążka to dość specyficzne przeżycie. Na pewno jest to pozycja niestandardowa, z dość niepokojącym wokalem i dziwnymi dźwiękami dobiegającymi z głębi... W sumie chyba nic dziwnego, jeden z członków zespołu robił projekty oparte na wierzeniach voodoo... A to już jest zupełnie niecodzienne... Całe to zamieszanie panujące w utworach, taki kontrolowany chaos nie jest w moim guście, ale doceniam takie zabiegi i płytę uważam za bardzo udaną...
Najlepszy kawałek: "Gris-Gris Gumbo Ya Ya".
Najlepszy kawałek: "Gris-Gris Gumbo Ya Ya".
29.11.2012
Dzień 121: The United States Of America - "The United States Of America" (1968)
Ależ to jałowe! Niby psychodelicznie miało być, a jest słabo ogólnie... Przeczytałem, że współcześni krytycy bardzo wysoko oceniają poziom artystyczny i wkład w rozwój, bla bla bla... Nie rozumiem krytyków :) Dalej czytam, że grupa nie cieszyła się dużym zainteresowaniem w latach sześćdziesiątych. I tu pójdę za głosem tłumu i podpiszę się pod ich gustami! Bo mnie wybitnie nie zainteresowało, odrzuciło wręcz... Może niezbyt rzeczowo prawię, ale w skrócie - kiepski wokal i ogólny jazgot dobywający się z głośników wpłynęły negatywnie na moją ocenę...
Najlepszy kawałek: "The American Way of Love", bo ostatni...
Najlepszy kawałek: "The American Way of Love", bo ostatni...
28.11.2012
Dzień 120: Big Brother And The Holding Company - "Cheap Thrills" (1968)
Kolejna, historyczna tym razem odsłona mojej niewiedzy :) Janis Joplin wokalistką tejże kapeli... Jakoś mi to umknęło, gdy zachwycałem się przez lata tą Panią... Nie będę oryginalny twierdząc iż Cheap Thrills arcydziełem muzycznym jest! Nie dość, że dźwięki gitarowe wprawiają w zachwyt, mamy boski głos genialnej Janis... Są tu dwa utwory, których nie sposób nie znać, słynne Summertime i Piece of my heart. Już sama ich obecność zapewnia, że do czynienia mamy z płytą wyjątkową, ponadczasową... Nic tylko słuchać i zachwycać się należy...
Najlepszy kawałek: "I Need A Man to Love". Klasyfikowany poza klasykami oczywiście...
Najlepszy kawałek: "I Need A Man to Love". Klasyfikowany poza klasykami oczywiście...
27.11.2012
Dzień 119: The Byrds - "The Notorious Byrd Brothers" (1968)
Stwierdzić muszę z przykrością, że czwarty już album (spośród 1001 płyt) grupy The Byrds to gruba przesada. Nie uważam, że każda kolejna była tak odmienna od poprzedniej, że warto ją zamieszczać we wspomnianym zestawieniu. Grupa gra na równym poziomie, ale nie wnoszą nic nowego, czy ciekawego... Momentami jest przyjemnie rockowo, momentami spokojnie popowo, ale po kolejnym utworze jest zwyczajnie nudno... Nie porwało mnie w żadnym elemencie. A jeśli przypomnieć, że to amerykańska odpowiedź na "brytyjską inwazję", wydaję mimowolny jęk zawodu...
Najlepszy kawałek: "Artificial Energy", bo najmniej nudny...
26.11.2012
Dzień 118: Blue Cheer - "Vincebus Eruptum" (1968)
Przyznać należy, że to baaardzo energetyczna płyta. Nie wiem, w sumie, czy nie jest to najcięższe granie, do tej pory! Nie chodzi tu o bezsensowne walenie w bębny i szarpanie gitar, ale kawał dobrego, psychodelicznego rocka. Krótka, ale niezwykle wyrazista płyta. W ostatnim utworze bardzo podobała mi się solówka na perkusji. O kapeli nie słyszałem, a nagrali kilkanaście płyt... Skoro uważa się, że wywarli wielki wpływ na rozwój chociażby hard rocka, uważam, że warto byłoby posłuchać jeszcze jakiegoś materiału. Po pół godziny Vincebus Eruptum mam spory niedosyt...
Najlepszy kawałek: "Rock Me Baby".
Najlepszy kawałek: "Rock Me Baby".
25.11.2012
Dzień 117: Aretha Franklin - "Aretha: Lady Soul" (1968)
24.11.2012
Dzień 116: Laura Nyro - "Eli And The Thirteenth Confession" (1968)
Już pierwszy utwór sprawił, że zrobiłem nieco głośniej. Z jednej strony delikatnie, ale z drugiej, do czynienia mamy z niesamowicie silnym głosem. Ważniejsze chyba jednak od tego jest, że te piosenki są bardzo radosne! Do skakania chciałoby się powiedzieć. W tle pobrzmiewają chórki, tamburyny... Nastrój pogodny, płyta na rozweselenie nadaje się wyśmienicie! Nawet, jeśli piosenki są wolniejsze, to nie są smutne. Brakuje takich rozweselaczy nagrywanych dzisiaj. Zdecydowanie pozytywna płyta!
Najlepszy kawałek: "Sweet Blindness".
23.11.2012
Dzień 115: Johnny Cash - "Johnny Cash At Folsom Prison" (1968)
Johnny Cash sprawił mi kolejną w ostatnim czasie całkiem przyjemną niespodziankę. Przyznam, że nie wiedziałem, w jakim śpiewa stylu. Country jakie jest wiemy ze wcześniejszych postów. Ale głos Johnny'ego barwę ma niesamowitą i to na śpiewie się zawiesiłem, nie zwracając uwagi na podkład muzyczny. Sam fakt, że był to koncert w więzieniu dla 2000 osadzonych robi wrażenie. Piosenki o więzieniu i więźniach śpiewane bez skrępowania... Stworzył nastrój, który odróżnia płytę LIVE od zwykłej rejestracji koncertu... No i oczywiście niezbyt dużo gadania pomiędzy utworami.
Najlepszy kawałek: "Cocaine Blues" i "Flushed From The Bathroom Of Your Heart" za samo sformułowanie...
Najlepszy kawałek: "Cocaine Blues" i "Flushed From The Bathroom Of Your Heart" za samo sformułowanie...
22.11.2012
Dzień 114: Leonard Cohen - "The Songs of Leonard Cohen" (1968)
Tego Pana raczej przedstawiać nie trzeba. Ten głos potrafi wywołać nieokreśloną ilość uczuć u obojga płci... Piosenki piękne, ciche instrumenty pozwalają skupić się na tym niepowtarzalnym wokalu. Oczywiście podkładu muzycznego - gitary akustycznej, fortepianu, czy cudownych kobiecych chórków nie wolno nie doceniać. Wszystko to daje niesamowity efekt... Wystarczy włączyć tą płytę i nastrój tworzy się sam. Niesamowite jest to, że pomimo upływu lat, po Jego twórczość sięgają kolejne pokolenia.
Najlepszy kawałek: "Suzanne".
Najlepszy kawałek: "Suzanne".
21.11.2012
Dzień 113: The Jimi Hendrix Experience - "Electric Ladyland" (1968)
I znów Jimi Hendrix dostarcza wrażeń, jakich nie daje niemal żaden inny gitarzysta na świecie. Jego płyty mają w sobie coś niesamowitego - takiego potężnego kopniaka energetycznego! Nie można się oprzeć słuchając jego popisów... Ponieważ aspekt artystyczny jest tu oczywisty i nic prócz zachwytu powiedzieć więcej się nie da... Walorów estetycznych okładki płyty również nie należy pomijać! Dziś powiedziano by, że to tani chwyt reklamowy, ale Hendrix takiej reklamy nie potrzebował...
Najlepszy kawałek: "Come on".
Najlepszy kawałek: "Come on".
20.11.2012
Dzień 112: Os Mutantes - "Os Mutantes" (1968)
Najlepszym określeniem dla tej kapeli byłoby "dziwne to". Ale to nie oddaje całokształtu ;) Tego trzeba posłuchać. Współcześni wykonawcy często używają udziwnień w swojej muzyce i ciężko nieraz to znieść. Tu udziwnienia są nadzwyczaj ciekawe i oryginalne, biorąc pod uwagę okres, w którym nagrywali. Pierwszy utwór, gdzie muzyka zwalnia, jakby ktoś przytrzymywał płytę :) Drugi kawałek też dość niecodzienny... Trzeci spokojniejszy. Tego po prostu należy posłuchać, bo ciężko opowiedzieć i zaklasyfikować gdzieś Os Mutantes...
Najlepszy kawałek: "A Minha Menina".
Najlepszy kawałek: "A Minha Menina".
19.11.2012
Dzień 111: Ravi Shankar - "The sounds of India" (1968)
Wirtuoz gry na sitarze - Ravi Shankar... Instrument rzadki, zapewne trudny, ale wydaje tak dziwne dźwięki, że nie potrafiłem się do niego przekonać... Przebrnąłem przez całą płytę - to raptem 5 utworów. Pomimo, że podobne dźwięki pojawiają się w wielu filmach, gdzie przedstawia się Indie, bez wizji ta muzyka okazała się dla mnie nieprzystępna! Początek płyty - muzyk przedstawia swój instrument. Nieco za dużo czasu mu to zajmuje. A ja nie lubię gadania na płytach audio... Ale mimo wszystko - powiew egzotyki od czasu do czasu się przydaje ;)
Najlepszy kawałek: nie rozróżniam ich...
Najlepszy kawałek: nie rozróżniam ich...
18.11.2012
Dzień 110: The Kinks - "The Kinks Are The Village Green Preservation Society" (1968)
Kinks jak dla mnie nie wyróżnia się tu niczym szczególnym, ale pomimo tego płyty słucha się bardzo dobrze. Momentami znów ciężko się wypowiedzieć na temat kolejnej płyty w podobnym stylu co poprzednie. Mamy teraz falę rocka, a niedawno podobnie było z jazzem. Krążek wydaje się być bardzo spójny, równy. Być może to właśnie sprawia, że pozostawia po sobie dobre wrażenie!
Najlepszy kawałek: "The Village Green Preservation Society".
Najlepszy kawałek: "The Village Green Preservation Society".
17.11.2012
Dzień 109: The Incredible String Band - "The Hangman's Beautiful Daughter" (1968)
Nie wszystko, co folk rockiem się zowie moje uszy potrafią znieść. Denerwowało mnie niemal wszystko. Wokal, instrumenty... Niby to szkocka kapela, ale muzycy podróżowali dużo po świecie i zwozili egzotyczne instrumenty. I to chyba sitar jest tym, który działał drażniąco na mnie. Poza tym za dużo chórków, za dużo chaosu jak dla mnie. Niby ma być psychodelicznie, ale tu znowu moje zmysły mówią nie! Takie klimaty zwyczajnie trzeba lubić. A skoro ma być subiektywnie - to jest. I ja nie lubię...
Najlepszy kawałek: "The Minotaur’s Song".
Najlepszy kawałek: "The Minotaur’s Song".
16.11.2012
Dzień 108: Traffic - "Traffic" (1968)
A tu mamy niespodziankę! Nigdy o tejże kapeli nie słyszałem, a grają bardzo przyzwoitego i ciekawego rocka. Pozytywne zaskoczenie! Ciężko było podejrzewam się przedrzeć przez falę rocka płynącą z Ameryki i Wielkiej Brytanii. W tych rejonach powstało mnóstwo świetnej muzyki, dobrego grania, a słyszało się o Stonesach, Beatlesach i kilku innych. Cieszę się więc, że miałem okazję usłyszeć tych mniej znanych. Przynajmniej dla mnie. Warto się wsłuchać - to dość spokojny rock, nie najgorsze teksty. Dobra propozycja!
Najlepszy kawałek: "You Can All Join In".
Najlepszy kawałek: "You Can All Join In".
15.11.2012
Dzień 107: The Rolling Stones - "Beggars Banquet" (1968)
Tutaj nie będę zbytnio się rozwodził, gdyż jestem nieco bezkrytyczny wobec tej kapeli. Grać tyle lat i wciąż trzymać klasę! Oni są Wielcy, tak jak ta płyta! Jest z pewnością czego posłuchać. Każdy powinien znaleźć piosenkę, która mu się spodoba, w której znajdzie coś dla siebie... Każda ma swój styl, coś niepowtarzalnego muzycznie i wokalnie. Mieszanka rocka, bluesa, country i pewnie jeszcze kilku innych gatunków! Muzyka nie byłaby taka sama bez Stonesów. To jedno z takich istnień, które raczej się nie powtórzą!
Najlepszy kawałek: "Sympathy For The Devil."
Najlepszy kawałek: "Sympathy For The Devil."
14.11.2012
Dzień 106: Aretha Franklin - "I Never Loved A Man The Way I Love You" (1967)
No głos to ta Pani ma... Choć soulowe rytmy nie zawsze przypadają mi do gustu, to w przypadku Arethy Franklin jest bardzo miło. Płyta nadaje się do słuchanie w niemal każdej sytuacji. Respect, choć to cover Otisa Reddinga, zaśpiewany po prostu perfekcyjnie. I jest to chyba najbardziej znana wersja tegoż przeboju! Właściwie dopiero w Jej wykonaniu przebojem się stał. Cała reszta płyty oczywiście warta przesłuchania. Okazuje się bowiem, że można tworzyć, śpiewać piosenki o miłości, które nie są nudne i szablonowe...Najlepszy kawałek: "Respect".
13.11.2012
Dzień 105: The Jimi Hendrix Experience - "Axis: Bold As Love" (1967)
Kolejne cenne Hendrixowe doświadczenie. Niewiele mogę powiedzieć o Jego grze, bo mimo słuchania muzyki, po prostu się na tym nie znam. Wiem natomiast, że przemawia do mnie, uwielbiam słuchać Jego gitary. Wokal również daje czadu, jest go mało, ale jak już słychać, to mamy pewność, że był to artysta kompletny. Techniczne aspekty tej wirtuozerii pozostawiam znawcom, ja zamierzam się delektować dźwiękami płynącymi z głośników. I w żadnym wypadku krytykować nie będę. Niczego!!
Najlepszy kawałek: "Spanish Castle Magic".
Najlepszy kawałek: "Spanish Castle Magic".
12.11.2012
Dzień 104: The Velvet Underground - "White Light / White Heat" (1967)
Bardzo niedobrze słuchało mi się tej płyty... Wokal mnie bardzo denerwował, jakby zawodził. Ogólnie rozumiem zamysł - całość utrzymana w niepokojącym klimacie. Niestety zupełnie nie trafia to w mój gust. Pierwszy utwór baaardzo długi, co mnie zazwyczaj lekko irytuje. Nie lubię przeciągania na siłę, a tu miałem takie właśnie wrażenie. Choć ogólnie jestem miłośnikiem gitar - na tej płycie przyprawiały mnie o ból głowy!
Najlepszy kawałek: "Sister Ray".
Najlepszy kawałek: "Sister Ray".
Subskrybuj:
Posty (Atom)


















.jpg)


























