31.07.2013

Dzień 365: Fela Kuti And Afrika '70 - "Zombie" (1976)

Nieco egzotycznych rytmów nigdy nie zaszkodzi! Szczególnie w takim wykonaniu! Nie dość, że jest bardzo rytmicznie i to w zdecydowanie pozytywnym znaczeniu, to jeszcze ta trąbka! Brzmi po prostu cudownie i słuchanie tego to rozkosz dla uszu! Poza tym mamy oczywiście inne instrumenty, które kojarzą się z Afryką... Nie potrafię ich, oczywiście nazwać, ale tworzą klimat, który ze wspomnianym kontynentem się kojarzy. Rzadko się takie płyty trafiają, więc tym bardziej uważam, że warto posłuchać... Jeśli się nawet nie spodoba, to jesteśmy bogatsi o nowe doznania muzyczne!
   Najlepszy kawałek: "Zombie".

30.07.2013

Dzień 364 - Ramones - "Ramones" (1976)

To chyba pierwszy punk rock w tym zestawieniu. I to bardzo przyzwoity! Nawet więcej. Panowie dają czadu i słucha się ich bardzo przyjemnie, bo to kawał dobrej muzyki, nie tylko krzyki i ostre gitary! Uważa się ich za prekursorów stylu, ale okazuje się, że komercyjnego sukcesu nie odnieśli. Może to nieco dziwić, gdyż słyszałem wiele słabszych kapel, które na muzyce się dorobiły... Cóż - dziwny ten "szołbiznes"... Wracając do Ramones - płyty warto posłuchać, chociażby dlatego, żeby się przekonać jakie były początki stylu. 
   Najlepszy kawałek: "Blitzkrieg Bop".

29.07.2013

Dzień 363: Jean Michel Jarre - "Oxygene" (1976)

To jedna z tych płyt, które znam z dzieciństwa. Mam do niej duży sentyment, więc trochę ciężko mi ją jednoznacznie ocenić. Pewnie gdybym słuchał jej teraz pierwszy raz, nie zrobiłaby na mnie wrażenia. Jednak biorąc pod uwagę leciwość Oxygene, była to muzyka elektroniczna na bardzo wysokim poziomie. Niewielu odważyło się grać podobne klimaty, a jeśli już - nie dorastali Jarre'owi do pięt. Poza oczywiście wyjątkami... Dla fanów czy nie - warto się z materiałem tu zawartym zapoznać!
   Najlepszy kawałek: "Oxygene (part IV)".

28.07.2013

Dzień 362: The Penguin Cafe Orchestra - "Music From The Penguin Cafe" (1976)

Jeśli chodzi o tego typu muzykę, to zazwyczaj nie mam nic przeciwko... Są pięknie grające instrumenty smyczkowe, znikomy wokal, wszystko idealnie harmonijne i spójne. Jednak ta konkretna płyta niemalże mnie uśpiła. Mimo że to bardzo dobra muzyka, brakowało mi czegoś... Czegoś, co pozwoliłoby wysunąć Penguin Cafe Orchestra ponad inne podobne propozycje. Jako że na poziom muzyczny nie można złego słowa powiedzieć (wręcz nie wypada), to nie trafiło to w mój gust...
   Najlepszy kawałek: "Penguin Cafe Single".

27.07.2013

Dzień 361: Parliament - "Mothership Connection" (1976)

Znów nie jestem pewien, czy mi takie muzykowanie odpowiada. Pomimo tego, że to big band, czyli wielu muzyków uczestniczących, a co za tym idzie - wiele instrumentów, całość mnie nie przekonuje. Chyba zbyt dużo tu różnych elementów i robi się zbyt duże zamieszanie... Nie mniej, doceniam całokształt, bo to ogrom pracy włożonej przez mnóstwo osób. Taka orkiestra to z pewnością niepowtarzalne granie i wielkie wyzwanie...
   Najlepszy kawałek: "Mothership Connection (star Child)".

26.07.2013

Dzień 360: Aerosmith - "Rocks" (1976)

To zdecydowanie jedna z najlepszych płyt jakie słyszałem. Genialnie zagrana i świetnie zaśpiewana! Każdy kawałek daje czadu i nie da się tego słuchać po cichu. Głośniki muszą dawać z siebie (prawie) wszystko! Jest moc i totalny odlot. Wierzyć się nie chce, że płyta ma niemal 30 lat! Coś pięknego! Nie da się tego opisać słowami - trzeba to usłyszeć. A swoją drogą - forma w której był wtedy Steven Tyler nie opuściła Go do dzisiaj. Takich kapel jest zdecydowanie za mało!!
   Najlepszy kawałek: "Back In The Saddle".

25.07.2013

Dzień 359: Joan Armatrading - "Joan Armatrading" (1976)

Pierwsze dźwięki tej płyty przyniosły mi dość oryginalne skojarzenie - głos Joan wydał mi się momentami podobny do Joni Mitchell. Nastawiło mnie to niechętni do dalszej części albumu. Jak się okazało - niesłusznie. Śpiew jest bardzo przyjemny w odbiorze, nie drażnił mnie wcale;) Bardzo natomiast podobała mi się muzyczna strona płyty. Idealnie dobrane instrumenty przyjemnie łechtały moje uszy. Całościowo styl nie jest może moim ulubionym, ale utwory wywarły na mnie pozytywne wrażenie!
   Najlepszy kawałek: "Join the Boys".

24.07.2013

Dzień 358: Jorge Ben - "Africa / Brazil" (1976)

Ciekawa propozycja i ciekawa odmiana od ostatnich płyt. Choć na dłuższą metę pewnie nie dałbym rady słuchać takiej muzyki, to na tą chwilę podobało mi się to, co usłyszałem. Zaryzykuję stwierdzenie, że to typowe brazylijskie rytmy. Tak mi się przynajmniej wydaje, bo nie znam się właściwie na twórczości pochodzącej z tegoż kraju. Po wysłuchaniu krążka zauważyłem poprawę humoru i rosnący nastrój imprezowy. Żywo i energicznie, ciekawie i rytmicznie. Tak w skrócie bym opisał...
   Najlepszy kawałek: "Ponta de Lanca Africano (Umbabarauma)".

23.07.2013

Dzień 357: Rush - "2112" (1976)

Kolejna świetna rockowa propozycja. Poza świetnym brzmieniem, mamy tu do czynienia z niebagatelnym wokalem. Początkowo myślałem, że to głos kobiecy, ale okazuje się, że nic bardziej mylnego. Zestawienie jest o tyle ciekawe, że to tylko sześć utworów, z czego pierwszy stanowi ponad połowę płyty. Kawałek ten jest bardzo dynamiczny, składa się z kilku różnorodnych partii. Czyni go to bardzo ciekawym. Podobnie jest z całą płytą! Warto posłuchać, bo to kawał dobrego grania...
   Najlepszy kawałek: "2112".

22.07.2013

Dzień 356: Kiss - "Destroyer" (1976)

Kolejny album, o którym nie mogę się wypowiedzieć inaczej niż w samych superlatywach. Bałem się, że muzyka nie będzie w stanie nadążyć za ich wizerunkiem scenicznym, że ciekawszy będzie sam image niż to, co mają do zaoferowania. Na szczęście tak się nie stało i słuchałem z przyjemnością. Piosenki są melodyjne i mają ciekawą aranżację. Dość trafnym wydaje się więc określanie ich jako Heavy Metal Beatles. Może ta płyta nie jest idealnym przykładem, bo klimat jest nieco lżejszy, ale słychać, że Panowie szarpać struny potrafią.  
   Najlepszy kawałek: "God Of Thunder".

21.07.2013

Dzień 355: Abba - "Arrival" (1976)

Już po przeczytaniu spisu utworów widać, że to klasyk. Ekipa ze Szwecji zrobiła niesamowitą karierę swoimi melodyjnymi i mocno tanecznymi piosenkami. Przy utworach Abby bawią się kolejne pokolenia i trudno się dziwić. Piosenki są wciąż coverowane i wciąż cieszą. Oczywiście nic nie może równać się z oryginałem. Choć na tej płycie hit goni hit, reszta jest dla mnie co najwyżej przeciętna. Myślę jednak, że tych kilka wielkich przebojów pozwala uznać płytę za bardzo udaną i bawić przy jej dźwiękach przy dowolnej okazji. 
   Najlepszy kawałek: "Knowing Me, Knowing You".

20.07.2013

Dzień 354: Eagles - "Hotel California" (1976)

Któż nie zna tytułowego utworu, od lat męczonego przez różne stacje radiowe. Klasyk jest to niewątpliwy i świetny kawałek. Znudził się i osłuchał z pewnością wielu. Co ciekawe Hotel California trwa 6 i pół minuty. Raczej żadna z rozgłośni nie gra go w całości. A jest to błąd, gdyż ta piosenka to nie tylko znany wszystkim oklepany refren... Kiedy milknie wokal, mamy piękne solówki gitarowe i warto ich czasem posłuchać. Płyta nie kończy się, rzecz jasna, na jednym utworze. Przeciwnie - bo to pierwsza ścieżka :) Cała reszta jest jak najbardziej godna uwagi i brzmi bardzo ciekawie.
   Najlepszy kawałek: " Life In The Fast Lane".

19.07.2013

Dzień 353: Boston - "Boston" (1976)

Utwór More than a feeling kojarzy mi się z reklamą jakiegoś sklepu wysyłkowego, a z niej fragment, gdzie Panowie w kręconych długich włosach z długimi wąsami z maślanymi oczami wyśpiewywali refren. Trochę mnie to sceptycznie nastawiło słuchania reszty. Na szczęście zespół szybko zlikwidował moje obawy. Okazało się bowiem, że to spora porcja dobrego rocka, ciekawego brzmienia i dużej dawki energii! Warto trafić czasem na płytę zespołu, który wydawałoby się był znany głównie ze wspomnianego wcześniej utworu. Duża przyjemność ze słuchania!
   Najlepszy kawałek: "Rock & Roll Band".

18.07.2013

Dzień 352: Joni Mitchell - "Hejira" (1976)

Pierwsze, co mi się nasunęło na myśl - znów Joni... Ostatnio coś dużo Jej twórczości tutaj. W przeciwieństwie do tego, co napisałem o Bowie'm, tu muszę stwierdzić (ponownie zresztą), że nic nowego ta Pani nie zaprezentowała. Może jest minimalnie żwawiej i bardziej instrumentalnie. Dzięki temu nie drażni mnie tak bardzo Jej głos. W dalszym ciągu jednak nie widzę rewolucji i rewelacji, słuchając płyt Joni. Trzeba być zagorzałym fanem (czego oczywiście nie potępiam i rozumiem), żeby wczuć się i czerpać przyjemność ze słuchania...
   Najlepszy kawałek: "Coyote".

17.07.2013

Dzień 351: David Bowie - "Station to Station" (1976)

Muszę stwierdzić, że Bowie zaczyna mnie powoli nudzić. Mimo, że każda płyta (nie inaczej jest ze Station to Station) wnosi coś nowego, nie robią już one na mnie takiego wrażenia, jak miało to miejsce na początku... Oczywiście album stoi na poziomie, do jakiego Bowie zdążył wszystkich (mnie oczywiście też) przyzwyczaić. Czegoś mi po prostu brakuje w tej płycie albo też mam lekki przesyt jego twórczością. Nie wiem. Cieszyłem się, gdy zobaczyłem, że mam do przesłuchania kolejny album, bo to sprawdzony artysta... Tym razem pozostał mi lekki niedosyt (albo przesyt)...
   Najlepszy kawałek: "Word On A Wing".

16.07.2013

Dzień 350: The Modern Lovers - "The Modern Lovers" (1976)

Powiedziałbym, że to nieco podobna płyta do wczorajszej. Podobne brzmienie, niewiele mniejsza energia, podobne pozytywne wrażenia po przesłuchaniu. Jest może bardziej typowo rockowo i wokalista ma nieco inny głos. Tak czy owak, miałem kolejną małą godzinę bardzo przyjemnych dla uszu doznań. Momentami miałem wrażenie jakby kapela była inspiracją dla Nirvany. Brzmienie gitary i maniera głosu wokalisty są bardzo zbliżone, a przynajmniej moje narządy słuchowe zanotowały takież podobieństwa...
   Najlepszy kawałek: "Roadrunner".

15.07.2013

Dzień 349: Tom Petty And The Heartbreakers - "Tom Petty And The Heartbreakers" (1976)

Nie spodziewałem się tak ciekawej płyty! Jest to kolejny przypadek, gdzie Artysta, o którego istnieniu nic nie wiedziałem, gra świetna muzykę. W sumie nic nie można temu krążkowi zarzucić. Może oprócz tego, że jest zbyt krótki i trzeba go przesłuchiwać kilka razy. Nawet, gdy utwory są wolniejsze i tak jest w nich wiele energii i słuchać można z wielką satysfakcją. Chciałoby się więcej takich muzycznych niespodzianek. Wspomnę też, że słuchanie tego albumu podczas jazdy samochodem to dopiero piękna sprawa! Aż czuć wiatr we włosach (choć nie mam kabrio;)
   Najlepszy kawałek: "Anything That's Rock 'n' Roll".

14.07.2013

Dzień 348: Curtis Mayfield - "There's No Place Like America Today" (1975)

Album w podobnym stylu do poprzedniego... Czyli jak się można spodziewać, nie przypadł mi do gustu. Zbytnio ten nurt kojarzy mi się z gospel, a tego już nie znoszę totalnie. A słuchając tej płyty, wyobrażałem sobie muzyków w długich sutannach, bujających się w rytm muzyki i klaszczących w dłonie... Może nieco przesadzam, ale takie miałem pierwsze skojarzenia... Były też ballady, ale i one nie zrobiły na mnie żadnego wrażenia. Może moje oceny są nieco tendencyjne, ale ciężko mi zmienić zdanie o jakimś gatunku, jeśli nie ma znaczącego powodu...
   Najlepszy kawałek: "Billy Jack".

13.07.2013

Dzień 347: Earth, Wind And Fire - "That's The Way Of The World" (1975)

Zupełnie do mnie ta płyta nie przekonała. Niby fajnie, rytmicznie, duży zespół, dużo instrumentów... Sekcja dęta i wiele innych elementów, które dają całości pewną wyjątkowość, są ogólnie bardzo ciekawe. Nie mogę jednak zaakceptować wokalistów. Śpiew w chórkach, najczęściej wysokim głosem. Nie podobało mi się to. W sumie taki styl i ogólnie jest to duże i udane przedsięwzięcie. Uważam jednak, że trzeba być fanem takiej muzyki, bo choć nie polubiłem, to oddać trzeba, że to bardzo przyzwoite granie!
   Najlepszy kawałek: "Yearnin', Learnin'".

12.07.2013

Dzień 346: Willie Nelson - "Red Headed Stranger" (1975)

Country, country... Tym razem znów w wersji przeze mnie nie akceptowalnej. Mimo, że gra bardzo ładnie, głos ma świetny, to nie pasuje mi to zupełnie. Wiem, że to jeden z najwybitniejszych przedstawicieli gatunku i pewnie się nie znam... Nie będę jednak wmawiać sobie, że coś mi się podoba jeśli tak nie jest... Gdzieś sprawę ratuje fortepian i piękna ballada, ale wciąż nie potrafię zaakceptować albumu w całości... Powiedziałbym, że to takie smutne country, do czego również nie jestem przyzwyczajony...
   Najlepszy kawałek: "Down Yonder".

11.07.2013

Dzień 345: Queen - "A Night At The Opera" (1975)

Cóż... Nie bez powodu uważa się tą płytę za najlepszą w dorobku zespołu, a Bohemian Rhapsody za najlepszy popowy utwór na świecie! Płyta jest niesamowita, nic dziwnego, że począwszy od niej kariera Queen nabrała szaleńczego tempa! Muzyka doskonała, śpiew niespotykany nigdy wcześniej. Po prostu - rewelacja, czysta przyjemność i radość ze słuchania! Nie napiszę nic więcej, bo trzeba doświadczyć tegoż przeżycia osobiście!
   Najlepszy kawałek: "Bohemian Rhapsody", bo to oczywiste. Przyznaję więc drugą lokatę dla: "Lazing On A Sunday Afternoon".

10.07.2013

Dzień 344: Pink Floyd - "Wish You Were Here" (1975)

Nie napiszę tu niczego, czego nie można by się spodziewać. Kolejny świetny album, kolejna świetna porcja wspaniałej muzyki, wirtuozerii gitary, saksofonu... Szczególnie ten drugi wnosi bardzo ciekawe brzmienie do albumu... Krążek miał być hołdem dla Syda Barretta, którego choroba psychiczna wykluczała z istnienia w grupie. Co ciekawe, po wydaniu płyty, magazyn Rolling Stone napisał, że "Pasja jest wszystkim, czego Pink Floyd jest pozbawiony", a prawie 20 lat później umieścił sklasyfikował płytę na 209 miejscu 500 albumów wszech czasów... 
   Najlepszy kawałek: "Shine On You Crazy Diamond (1-5)".

9.07.2013

Dzień 343: Patti Smith - "Horses" (1975)

Bardzo ciekawa propozycja! Pani ma głos niesamowity! Śpiewa z mocą, której można pozazdrościć. Muzycznie płyta zdecydowanie godna uwagi! Słucha się bardzo przyjemnie. Nie bez powodu znalazł się wysoko na liście 500 albumów wszech czasów wg magazynu Rolling Stone. Nie było chyba do tej pory tak energicznego rockowego albumu, gdzie dominującą rolę odgrywałaby kobieta! Właśnie ten album przyniósł Jej rozgłoś. I nie dziwię się! 
   Najlepszy kawałek: "Gloria".

8.07.2013

Dzień 342: Bob Dylan - "Blood on the Tracks" (1975)

Mój brak sentymentu do tego Pana trwa nadal. Choć wydaje mi się, że jest nieco lepiej - czyli gra bardziej pod mój gust. Nie zmienił się jednak Jego głos, a ten działa na mnie w sposób odmienny od założeń (prawdopodobnie) Artysty. Poza tym znów mamy nieco płaczliwe kawałki i smutek na całej długości piosenki. Być może to dlatego, że na początku lat siedemdziesiątych nie powodziło Mu się zbyt dobrze - wytwórnie płytowe sugerowały, że nie dostosował się do nowej dekady... Do tego problemy małżeńskie. Mimo, że ta płyta wybiła się na tle kilku poprzednich - na mnie nie zrobiła wielkiego wrażenia!
   Najlepszy kawałek: "Lily, Rosemary And The Jack Of Hearts".

7.07.2013

Dzień 341: Neil Young - "Tonight's the Night" (1975)

Mimo, że wszystko na tej płycie gra i hula jak trzeba, czegoś mi brakuje. Niewątpliwym mocnym punktem artysty są teksty. Czasem trudno wszystko wychwycić i zrozumieć, ale sfera poetycka jest na najwyższym poziomie. Muzyka zaś, to dobre, klasyczne rockowe brzmienie. Może czasem nazbyt klasyczne. Brakuje solówek gitarowych, które to Young potrafi zagrać niesamowite. Podobnie jak w poprzednich Jego płytach brakuje mi jakiegoś kopa, wyróżnika...
   Najlepszy kawałek: "Come On Baby Let's Go Downtown".

6.07.2013

Dzień 340: R.D.Burman & Bappi Lahiri - "Shalimar / College Girl" (1975)

Przed podejściem do tej płyty warto wiedzieć, że mamy do czynienia z muzyką indyjską. W przeciwnym wypadku można się bardzo zdziwić po pierwszych dźwiękach płynących z głośników... Jest to bowiem bardzo specyficzny rodzaj muzyki. Zdaje się, że zarówno wokal jak i podkład muzyczny odbiegają znacząco od wszystkiego, czego słucha się każdego dnia:) Nie twierdzę, że to źle, ale trzeba lubić taki klimat. Niektóre utwory są całkiem przyjemne dla ucha, innych nie mogłem znieść. Ogólnie - ciekawe doświadczenie muzyczne!
   Najlepszy kawałek: "One Two Cha Cha Cha".

5.07.2013

Dzień 339: Tom Waits - "Nighthawks At The Dinner" (1975)

Bardzo specyficzna płyta. Myślę jednak, że w pozytywnym sensie. Ważne, że to płyta koncertowa. Artysta czuje się na scenie bardzo swobodnie, żartuje sobie, ma świetny kontakt z publicznością. Słychać to po entuzjastycznych owacjach po każdym utworze... Głos Waitsa to już osobna historia! Zachrypnięty, niski, bardzo dobrze pasuje do stylu. Najdziwniejsze jest, że większość tekstów jest prawie mówionych, a przynajmniej nie jest to typowy śpiew :) Bardzo ciekawy, spokojny, relaksacyjny jazzik :)
   Najlepszy kawałek: "Spare Parts I (a Nocturnal Emission)".

4.07.2013

Dzień 338: Joni Mitchell - "The Hissing of Summer Lawns" (1975)

Z obawą podszedłem do kolejnej płyty Joni. Do znudzenia bowiem powtarzam, że nie odpowiada mi Jej muzyka. Od początku nic nie wskazywało, by w tym temacie miało się coś zmienić... I do końca niestety tak pozostało. Nie odpowiada mi Jej głos i już! Całość jest dla mnie monotonna, bez wyrazu. Muzycznie utwory są oczywiście bez zarzutu, ale to głównie śpiew Joni jest dla mnie drażniący i sprawia, że inne elementy płyty schodzą na dalszy plan. Autor książki musiał być wielkim fanem tej artystki, bo dla mnie (znów) Jej płyty niewiele się od siebie różnią!
   Najlepszy kawałek: "The Jungle Line".

3.07.2013

Dzień 337: Dion - "Born To Be With You" (1975)

Niby wszystko poprawnie, ale jakoś nie dotarła do mnie ta płyta. Są chórki, jest dobry wokal, dobry podkład muzyczny. Ale, jak dla mnie, nie ma tego czegoś, co by mnie porwało. Pewnie się czepiam, choć wielu powie, że nie ma czego... No cóż - taki gust;) Okładka, jak dla mnie, nieco przerażająca ;) Facet wygląda na niej nieco dziwnie. Nie wiem, czy wypada napisać, że album nieco nudny... Bo takie mam odczucia, że słuchałem, słuchałem, czekałem, aż się rozkręci i doczekałem końca płyty... 
   Najlepszy kawałek: "Born To Be With You".

2.07.2013

Dzień 336: Emmylou Harris - "Pieces of the sky" (1975)

Już po pierwszych nutach wiedziałem, że to nie jest płyta dla mnie. Ale skoro słucham po kolei, dotrwałem do końca... Głos tej Pani jest dla mnie zwyczajnie zbyt drażniący. Same piosenki zbyt ckliwe i przesycone cierpieniem i żalem. Teksty o miłości często, a za tym nie przepadam! Do tego mocno słyszalny styl country jest tu w wydaniu, którego najbardziej nie lubię. Wysoki głos wokalistki i "szczypanie" gitary, trochę jakby zawodzenie... Nie, zdecydowanie nie dam się przekonać do tego albumu!
   Najlepszy kawałek: "If I Could Only Win Your Love".

1.07.2013

Dzień 335: Bruce Springsteen - "Born to run" (1975)

Bardzo przyjemna w odbiorze płyta. Ciekawe muzycznie i wokalnie utwory. Bruce, jak na 26-latka brzmi bardzo dojrzale i tak, jakby od co najmniej dwóch dekad był na scenie! Nie jest to jego pierwsza płyta, więc naprawdę szacunek za tak piękny album. Poziom artystyczny niesamowity. W dodatku występuje po dziś dzień i nagrywa niezmiennie doskonałe piosenki. Moim zdaniem należy do wąskiego grona artystów, którzy od lat robią to, co kochają i robią to absolutnie genialnie!
   Najlepszy kawałek: "Backstreets".