27.08.2013

Dzień 392: Iggy Pop - "Lust For Life" (1977)

Wreszcie Iggy Pop na jakiego czekałem! Jest żwawo, energicznie! Niepokój w głosie Popa dodaje charakteru każdemu utworowi! Świetny kawałek tytułowy i cała reszta, której słucha się z wielką przyjemnością! Nie brakuje też wolniejszych kawałków - płyta nie jest przez monotonna. Mamy też śpiewany później przez Tinę Turner utwór Tonight, do którego Pop napisał tekst, a muzykę David Bowie. Z tym drugim Tina Turner śpiewała nawet ten kawałek. Ogólnie świetna płyta!
   Najlepszy kawałek: "The Passenger".

26.08.2013

Dzień 391: Elvis Costello - "My Aim Is True" (1977)

Z jednej strony bardzo dobre, rockowe granie. Utwory zróżnicowane, ciekawe... Z drugiej jednak strony mam wrażenie, że całość niewiele nowego wnosi. Przyjemna, warta przesłuchania płyta, ale ginie w dziesiątkach, setkach innych podobnych. Nie znam dalszej twórczości Costello, ale biorąc pod uwagę, że to jego debiutancka płyta, dam mu szansę i w przyszłości sięgnę po inną propozycję, może trochę bliższą współczesności.
   Najlepszy kawałek: "Mystery Dance".

25.08.2013

Dzień 390: Meat Loaf - "Bat Out Of Hell" (1977)

Płyta Meat Loafa mnie nie zachwyciła... Biorąc pod uwagę liczbę sprzedanych egzemplarzy, a co za tym idzie popularność spodziewałem się innego grania. Nie zachwyciła, co nie znaczy, że uważam ją za nieudaną. Przeciwnie. Krążek mi się podobał, ale chyba zbytnio nastawiłem się na rewolucję i nagrania, które wstrząsną moim muzycznym światem ;) Tak się nie stało, ale z pewnością zapamiętam te kilka utworów, bo to zdecydowanie porządne granie.
   Najlepszy kawałek: "Bat Out Of Hell".

24.08.2013

Dzień 389: Television - "Marquee Moon" (1977)

Kolejna rockowo - punkowa nieco propozycja. Swego rodzaju zachwyt, który panuje w odniesieniu do tego krążka muszę uznać za całkiem uzasadniony. Bo choć z jednej strony wydaje się, że jak już wspomniałem, to kolejna podobna płyta, z drugiej brzmienie ma w sobie coś, co pozwala odróżnić nagrania od potoku innych piosenek bliźniaczych zespołów. Muzycznie, moim zdaniem, wyróżnia się tu gitara i piękne solówki wokalisty Toma Verlaine'a. Zdecydowanie warto posłuchać do końca, nawet jeśli ktoś uzna, że ten nurt nie trafia w jego gusta...
   Najlepszy kawałek: "See No Evil".

23.08.2013

Dzień 388: Peter Gabriel - "Peter Gabriel (I)" (1977)

Pierwszy solowy album Petera Gabriela po odejściu z Genesis na kolana mnie nie powalił. Choć cieszył się dużą popularnością, nie znalazłem w nim nic szczególnego, nic, co by mnie w specjalny sposób ruszyło... Jest to po prostu przyzwoite granie Gabriela z zespołem. Nie ma się do czego przyczepić, ale nie ma też specjalnie wybitnych momentów, które utkwiłyby w uchu na dłużej. Ale z drugiej strony nie mogę oczekiwać, że każda kolejna płyta będzie rewolucją na tle poprzednich. Ogólnie przyjemnie i tyle...
   Najlepszy kawałek: "Solsbury Hill".

22.08.2013

Dzień 387: Iggy Pop - "The Idiot" (1977)

Szczerze powiem, że spodziewałem się zupełnie innej muzyki po tym artyście, biorąc pod uwagę Jego dokonania z The Stooges. W sumie całkiem to mi się podobało. Było dość spokojnie, ale zarazem na tyle ciekawie, że nie nudziło mi się podczas słuchania. Debiutancką solową płytę Iggy'ego uznać więc należy za bardzo udaną i tak naprawdę odstającą stylem i klasą od wielu propozycji z tamtego okresu. Choć Jego styl bycia nie za bardzo mi odpowiada, muzykę podziwiam i szanuję...
   Najlepszy kawałek: "Nightclubbing".

21.08.2013

Dzień 386: Suicide - "Suicide" (1977)

Tak dziwnej muzyki dawno nie słyszałem... Nazwa mówi sama za siebie, gdyż po zbyt długim słuchaniu można faktycznie popełnić samobójstwo... Bardzo specyficzne kompozycje, świdrujące uszy, sprawiające niekiedy ból. Dużo elektroniki i kombinacji wszelkimi metodami jakie chyba były w latach siedemdziesiątych dostępne. Z pewnością ten styl ma swoich zwolenników, ale nie zmienia to faktu, że to muzyka trudna, przeznaczona dla dość wąskiego grona odbiorców. Tak przynajmniej mi się wydaje...
   Najlepszy kawałek: "Ghost Rider".

20.08.2013

Dzień 385: Dennis Wilson - "Pacific Ocean Blue" (1977)

Zespół Beach Boys nie grał muzyki, która trafiała w moje gusta, wręcz nudzili mnie, niestety. Niewiele więcej ruszyło się we mnie po przesłuchaniu najpopularniejszej solowej płyty ich perkusisty i wokalisty. Album jest spokojny, stonowany... czasem nawet za bardzo... Kompozycje trzymają wysoki poziom i Wilson wokalnie bardzo ładnie wszystkiego dopełnia. Nie jest to jednak mój styl, nie odnajduję przyjemności większej z odsłuchu takiego grania... Ale... to tylko moje zdanie.
   Najlepszy kawałek: "What's Wrong".

19.08.2013

Dzień 384: David Bowie - "Heroes" (1977)

Tym razem płyta Bowie'go sprawiła mi dużo więcej przyjemności niż kilka ostatnich. Była to zarazem miła niespodzianka. Uważam, że album jest przemyślany, utwory dobrane idealnie, bardzo dobrze zaaranżowane. Nie znalazłem słabych punktów i śmiało mogę powiedzieć, że był to dla mnie pierwszy od dawna muzyczny monolit tego artysty. Płytę mogłem potraktować jako całość a nie jako zbiór kilku czy kilkunastu utworów. Choć dalej uważam, że ilość Davida w tym zestawieniu jest przesadzona, ten krążek jest jak najbardziej na miejscu.
   Najlepszy kawałek: "Beauty And The Beast".

18.08.2013

Dzień 383: Fleetwood Mac - "Rumours" (1977)

Całkiem ciekawa propozycja. Znów spodziewałem się czegoś zupełnie innego niż to, czego doświadczyłem. Miała być to dla mnie kolejna z serii rockowych płyt rockowych kapel... A przyjemna niespodzianka w postaci pięknego, kobiecego wokalu bardzo mi się spodobała. Utwory są bardzo spokojne, stonowane, a całości klimat nadaje właśnie ciepły, subtelny głos Christine McVie. I coś w tym musi być, gdyż jest to jeden z najlepiej sprzedających się albumów rockowych...
   Najlepszy kawałek: "Second Hand News".

17.08.2013

Dzień 382: Talking Heads: - "Talking Heads: 77" (1977)

"Gadające Głowy" nie sprawiły, że klęknąłem z zachwytu nad ich muzyką. Spodziewałem się bowiem, że ich brzmienie wbije mnie w fotel. Nie wiem, skąd wzięły się takie nadzieje, ale nie zostały one zaspokojone. Faktem jest, że to zdecydowanie kawał dobrego rocka. Ekipa brzmi świetnie, ma wszystko, czego trzeba, ale nie widzę tutaj niczego nowego, ani też elementów, które w znaczący sposób odróżniłyby ich od podobnych kapel, których w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych był całe mnóstwo...
   Najlepszy kawałek: "Psycho Killer".

16.08.2013

Dzień 381: John Martyn - "One World" (1977)

Już po pierwszych minutach byłem pod wrażeniem barwy głosu Johna. Zachrypnięty, zmieniający się wokal świetnie brzmi z gitarami i subtelną perkusją... Cała płyta jest bardzo ciekawie zrealizowana, nie ma monotonii a każdy utwór jest zupełnie inny od pozostałych. Słucha się tego bardzo przyjemnie i nie można mieć absolutnie żadnych zastrzeżeń do całokształtu. Płyta jest w większości bardzo spokojna, ale nie miałem obaw, że oczy mi się zamkną z nudów... 
   Najlepszy kawałek: "Dealer".

15.08.2013

Dzień 380: Wire - "Pink Flag" (1977)

Bardzo ciekawa propozycja punkrockowa! Bardzo dużo utworów, które zmieściły się na płycie dawało efekt różnorodności, a krążek przez to jest jeszcze bardziej dynamiczny. Grupa gra całkiem ostro, żywiołowo... Przesłuchałem całości dwa razy i nie nudziłem się ani chwili. Debiutancki album grupy został bardzo dobrze przyjęty przez krytyków, ale nie odniósł sukcesu komercyjnego. Dziwi mnie to bardzo, bo zdecydowanie jest czego posłuchać. Być może społeczeństwo w owym czasie nie było gotowe na przyjęcie takiej muzyki?
   Najlepszy kawałek: "Straight Line".

14.08.2013

Dzień 379: Steely Dan - "Aja" (1977)

W porównaniu do poprzedniej płyty (wczorajszej - Davida Bowie), a konkretnie do utworów instrumentalnych, Steely Dan wypada o niebo lepiej. Z pewnością inny styl miał tu wpływ na moją ocenę, bo uważam wszelakie mieszanki instrumentalne jazzu z rockiem za warte przesłuchania zawsze. I tutaj nie zawiodłem się i dostałem dokładnie to, czego oczekiwałem. Potężna dawka dobrego grania, piękne brzmienie instrumentów, szczególnie dętych, sprawiły, że bawiłem się znakomicie przy tym albumie...
   Najlepszy kawałek: "Josie".

13.08.2013

Dzień 378: David Bowie - "Low" (1977)

Taka ilość Davida Bowie, to dla mnie stanowczo za dużo... Do tego płyta niespecjalnie mi się podobała. Utwory instrumentalne w ogóle mnie nie przekonywały, a rzekomo rockowa pierwsza część albumu również nie zrobiła na mnie większego wrażenia. Mało to wszystko ciekawe. Niby inspirował się muzyką elektroniczną, krautrockiem... Uważam jednak, że takie muzykowanie dużo lepiej wychodzi prekursorowi gatunku, Kraftwerkowi ;) Spodziewałem się czegoś lepszego po tej płycie, ale niestety - zawiodłem się!
   Najlepszy kawałek: "Sound And Vision".

12.08.2013

Dzień 377: The Clash - "The Clash" (1977)

Bardzo przyzwoite granie! Ciekawy, drapieżny i nieco niedbały głos wokalisty sprawia, że całość nabiera niepowtarzalnego charakteru. Płyta jest ostra, punkowa w najlepszym tego słowa znaczenia! Nie każdemu takie granie, z pewnością przypadnie do gustu, ale to jedna z najlepszych produkcji w tym gatunku, jakie miałem przyjemność słuchać... Podobało mi się do tego stopnia, że przesłuchałem kilkukrotnie wersję amerykańską i brytyjską zanim zdecydowałem się umieścić tu mój komentarz! I jestem z tego bardzo zadowolony:)
   Najlepszy kawałek: "Career Opportunities".

11.08.2013

Dzień 376: The Stranglers - "Rattus Norvegicus" (1977)

Wrażenia ze słuchania tej płyty mam mieszane... Momentami dość ponuro. Niby to rock, momentami jest trochę punkowo... Nie do końca przekonali mnie do swojej muzyki... Okładka też nieco mówi o tym co grają. Nie wygląda ona bowiem do końca normalnie;) Słychać też dużo eksperymentów z instrumentami, dość typowymi dla tamtych czasów. Mimo to płytę przesłuchałem z zaciekawieniem i uważam to ją za dość ciekawą produkcję!
   Najlepszy kawałek: "Hanging Around".

10.08.2013

Dzień 375: Muddy Waters - "Hard Again" (1977)

Ależ byłem zachwycony tym krążkiem. Nie znałem w całości żadnej płyty Watersa, ale wydaje mi się, że słyszałem pojedyncze kawałki w audycji Wojciecha Manna Piosenki bez granic. A Jego rekomendacje jak dla mnie rzadko bywają chybione. Świetna muzyka, świetnie wykonana. Jako potwierdzenie niech służą fakty iż zespół The Rolling Stones przybrał swoją nazwę od tytułu utworu Watersa Rollin' Stone z 1950, a Led Zeppelin oparł swój hit Whole Lotta Love na utworze You Need Love. Nie mam nic więcej do dodania :)
   Najlepszy kawałek: "Mannish Boy".

9.08.2013

Dzień 374: Weather Report - "Heavy Weather" (1977)

Bardzo przyjemna płyta. Grupa jazzowa grająca styl fusion. Nic dodać, nic ująć. Mamy tu maksimum muzyki i minimum śpiewania. Osobiście bardzo mi całość przypadła do gustu. Zawsze bowiem najlepsze wrażenie robiły na mnie zespoły z dużym zapleczem instrumentów. A w tym przypadku jest naprawdę nieźle. Saksofon, fortepian - wszystko w bardzo subtelnych i nietuzinkowych kompozycjach. Na żywo koncerty musiały być naprawdę wyjątkowe. Do tego płyta nie zestarzała się wcale...
   Najlepszy kawałek: "Birdland".

8.08.2013

Dzień 373: Electric Light Orchestra - "Out Of The Blue" (1977)

Kolejny zespół znany mi z dzieciństwa. Choć wtedy ich granie bardzo mi się podobało, dziś już nie budzi tyle emocji. Nie twierdzę, że grają źle, ale jakoś ten styl już mi nie odpowiada. Za dużo chórków, metalicznych dźwięków. Do tego grają tak... niemęsko... W sumie nie jest to jakieś bardzo złe i pierwsze kawałki zabrzmiały obiecująco - jak za starych czasów;) Jednakże im dalej, tym bardziej mnie to drażniło... Cały czas podobny styl i lekko powiało nudą...
   Najlepszy kawałek: "Jungle".

7.08.2013

Dzień 372: Bob Marley And The Wailers - "Exodus" (1977)

Oczywistym jest, że tutaj żadnej krytyki nie będzie;) Dla mnie to Król Absolutny i wszystko czego się tknął (muzycznie) dla mnie jest złotem. Świetny zestaw popularnych i tych mniej piosenek! Słucham za każdym razem z niemalejącym podziwem i zachwytem. Z pewnością jest to płyta, która nie zdążyła się zestarzeć i uważam, że nie nastąpi to jeszcze długo! Pozytywne rytmy, przyjemnie kołyszące nadają się do prawie każdej sytuacji a już na pewno na każdą imprezę!!
   Najlepszy kawałek: "One Love/People Get Ready".

6.08.2013

Dzień 371: Billy Joel - "The Stranger" (1977)

Jakoś trudno mi się wypowiedzieć na temat tej płyty... W sumie czas przy niej upłynął mi bardzo szybko i nic złego na jej temat powiedzieć nie mogę. Zastanawiam się tylko, co napisać dobrego;) Dobrze zagrane, dobrze zaśpiewane, ale elementów, które powaliłyby mnie na kolana nie zaobserwowałem. Poprawny album do wysłuchania w każdych warunkach. Żeby jednak wybrać najlepszy utwór, musiałem zrobić szybki przegląd płyty, bo za wiele w pamięci mi nie pozostało... Ot - takie wnioski...
   Najlepszy kawałek: "Get It Right The First Time".

5.08.2013

Dzień 370: Kraftwerk - "Trans-Europe Express" (1977)

Kraftwerk to jedna z nielicznych niemieckich kapel, której mogę słuchać. I nie chodzi tu o żadne uprzedzenia, a o sam język niemiecki, którego nie lubię. A że tu wokalu pojawia się niewiele, wszystko jest w porządku. Biorąc pod uwagę leciwość albumu, można się nieźle zdziwić słuchając. Nie spodziewałem się, że już wtedy takie dźwięki się nagrywało. Bardzo oryginalne utwory, czasem za bardzo przejaskrawione, ale i tak słucha się tego z przyjemnością.
   Najlepszy kawałek: "Showroom Dummies".

4.08.2013

Dzień 369: Brian Eno - "Before And After Science" (1977)

Ależ Pan Brian przynudza... Do tego leniwe gitary i delikatna perkusja. Jak dla mnie to idealny przepis na kołysankę. Ogólnie nic w tym złego, ale jakoś nie dotarła do mnie ta płyta. Do tego zdawało mi się, jakby w pierwszym utworze artysta fałszował. Wiem, że tak nie jest, ale jakiś dziwny sposób śpiewania zastosował Eno. Do tego jeszcze dochodzą elementy muzyki elektroniczne. Całość brzmi dziwnie jak dla mnie i nie podoba mi się. Artysta ogólnie dość ciekawy, ale Jego twórczość niestety nie trafia w mój gust...
   Najlepszy kawałek: "Kurt's Rejoinder".

3.08.2013

Dzień 368: Peter Frampton - "Frampton Comes Alive!" (1976)

Mimo, że to znów płyta koncertowa, bardzo przypadła mi do gustu. Dużo energii, żywiołowego grania! W głosie nie słychać zmęczenia, grama niepewnego wokalu. Wszystko gra idealnie, artysta ma świetny kontakt z publicznością! Słychać gwizdy zadowolenia, piski i wrzaski zachwytu! Da się odczuć, że koncert był wyjątkowy i ludzie bawili się świetnie! I kolejne dla mnie odkrycie - grupa Big Mountain grała cover Framptona - Baby I Love Your Way... Bardzo dobry krążek!
   Najlepszy kawałek: "Baby, I Love Your Way".

2.08.2013

Dzień 367: Stevie Wonder - "Songs In The Key Of Life" (1976)

Stevie, delikatnie mówiąc, lekko mi się "przejadł". Jakoś nigdy nie miałem specjalnego sentymentu do Jego muzyki i teraz potwierdza się mój stosunek do tegoż grania. Mało tego - płyta ma prawie 1,5 godziny. Nie twierdzę, że to jakaś słaba i kiepska muzyka, ale zwyczajnie zupełnie nie trafia w mój gust. Utwory wydają mi się podobne jeden do drugiego i jakby nic się w nich nie działo... Zawiodłem się, niestety. Zaskoczeniem była piosenka Pastime Paradise, do której cover po latach nagrał Coolio pod tytułem Gangsta's Paradise.
   Najlepszy kawałek: "Isn't She Lovely".

1.08.2013

Dzień 366: Peter Tosh - "Legalize It" (1976)

Produkcja rodaka Boba Marleya od razu wzbudziła moje zainteresowanie. I okazuje się, że słusznie! Prawdziwe, rodowite reggaeowe brzmienie bardzo pozytywnie wpłynęło na mój nastrój. Mimo, że podobne to granie do wymienionego wcześniej artysty, to całość odebrałem jako świeżą porcję muzyki okraszonej zielonymi listkami. I ani okładka ani tytuł płyty nie starają się ukryć wpływu pewnego zioła na kształt albumu;) Lekko i przyjemnie. Warto posłuchać - fajny klimat.
   Najlepszy kawałek: "Legalize it".

31.07.2013

Dzień 365: Fela Kuti And Afrika '70 - "Zombie" (1976)

Nieco egzotycznych rytmów nigdy nie zaszkodzi! Szczególnie w takim wykonaniu! Nie dość, że jest bardzo rytmicznie i to w zdecydowanie pozytywnym znaczeniu, to jeszcze ta trąbka! Brzmi po prostu cudownie i słuchanie tego to rozkosz dla uszu! Poza tym mamy oczywiście inne instrumenty, które kojarzą się z Afryką... Nie potrafię ich, oczywiście nazwać, ale tworzą klimat, który ze wspomnianym kontynentem się kojarzy. Rzadko się takie płyty trafiają, więc tym bardziej uważam, że warto posłuchać... Jeśli się nawet nie spodoba, to jesteśmy bogatsi o nowe doznania muzyczne!
   Najlepszy kawałek: "Zombie".

30.07.2013

Dzień 364 - Ramones - "Ramones" (1976)

To chyba pierwszy punk rock w tym zestawieniu. I to bardzo przyzwoity! Nawet więcej. Panowie dają czadu i słucha się ich bardzo przyjemnie, bo to kawał dobrej muzyki, nie tylko krzyki i ostre gitary! Uważa się ich za prekursorów stylu, ale okazuje się, że komercyjnego sukcesu nie odnieśli. Może to nieco dziwić, gdyż słyszałem wiele słabszych kapel, które na muzyce się dorobiły... Cóż - dziwny ten "szołbiznes"... Wracając do Ramones - płyty warto posłuchać, chociażby dlatego, żeby się przekonać jakie były początki stylu. 
   Najlepszy kawałek: "Blitzkrieg Bop".

29.07.2013

Dzień 363: Jean Michel Jarre - "Oxygene" (1976)

To jedna z tych płyt, które znam z dzieciństwa. Mam do niej duży sentyment, więc trochę ciężko mi ją jednoznacznie ocenić. Pewnie gdybym słuchał jej teraz pierwszy raz, nie zrobiłaby na mnie wrażenia. Jednak biorąc pod uwagę leciwość Oxygene, była to muzyka elektroniczna na bardzo wysokim poziomie. Niewielu odważyło się grać podobne klimaty, a jeśli już - nie dorastali Jarre'owi do pięt. Poza oczywiście wyjątkami... Dla fanów czy nie - warto się z materiałem tu zawartym zapoznać!
   Najlepszy kawałek: "Oxygene (part IV)".

28.07.2013

Dzień 362: The Penguin Cafe Orchestra - "Music From The Penguin Cafe" (1976)

Jeśli chodzi o tego typu muzykę, to zazwyczaj nie mam nic przeciwko... Są pięknie grające instrumenty smyczkowe, znikomy wokal, wszystko idealnie harmonijne i spójne. Jednak ta konkretna płyta niemalże mnie uśpiła. Mimo że to bardzo dobra muzyka, brakowało mi czegoś... Czegoś, co pozwoliłoby wysunąć Penguin Cafe Orchestra ponad inne podobne propozycje. Jako że na poziom muzyczny nie można złego słowa powiedzieć (wręcz nie wypada), to nie trafiło to w mój gust...
   Najlepszy kawałek: "Penguin Cafe Single".

27.07.2013

Dzień 361: Parliament - "Mothership Connection" (1976)

Znów nie jestem pewien, czy mi takie muzykowanie odpowiada. Pomimo tego, że to big band, czyli wielu muzyków uczestniczących, a co za tym idzie - wiele instrumentów, całość mnie nie przekonuje. Chyba zbyt dużo tu różnych elementów i robi się zbyt duże zamieszanie... Nie mniej, doceniam całokształt, bo to ogrom pracy włożonej przez mnóstwo osób. Taka orkiestra to z pewnością niepowtarzalne granie i wielkie wyzwanie...
   Najlepszy kawałek: "Mothership Connection (star Child)".

26.07.2013

Dzień 360: Aerosmith - "Rocks" (1976)

To zdecydowanie jedna z najlepszych płyt jakie słyszałem. Genialnie zagrana i świetnie zaśpiewana! Każdy kawałek daje czadu i nie da się tego słuchać po cichu. Głośniki muszą dawać z siebie (prawie) wszystko! Jest moc i totalny odlot. Wierzyć się nie chce, że płyta ma niemal 30 lat! Coś pięknego! Nie da się tego opisać słowami - trzeba to usłyszeć. A swoją drogą - forma w której był wtedy Steven Tyler nie opuściła Go do dzisiaj. Takich kapel jest zdecydowanie za mało!!
   Najlepszy kawałek: "Back In The Saddle".

25.07.2013

Dzień 359: Joan Armatrading - "Joan Armatrading" (1976)

Pierwsze dźwięki tej płyty przyniosły mi dość oryginalne skojarzenie - głos Joan wydał mi się momentami podobny do Joni Mitchell. Nastawiło mnie to niechętni do dalszej części albumu. Jak się okazało - niesłusznie. Śpiew jest bardzo przyjemny w odbiorze, nie drażnił mnie wcale;) Bardzo natomiast podobała mi się muzyczna strona płyty. Idealnie dobrane instrumenty przyjemnie łechtały moje uszy. Całościowo styl nie jest może moim ulubionym, ale utwory wywarły na mnie pozytywne wrażenie!
   Najlepszy kawałek: "Join the Boys".

24.07.2013

Dzień 358: Jorge Ben - "Africa / Brazil" (1976)

Ciekawa propozycja i ciekawa odmiana od ostatnich płyt. Choć na dłuższą metę pewnie nie dałbym rady słuchać takiej muzyki, to na tą chwilę podobało mi się to, co usłyszałem. Zaryzykuję stwierdzenie, że to typowe brazylijskie rytmy. Tak mi się przynajmniej wydaje, bo nie znam się właściwie na twórczości pochodzącej z tegoż kraju. Po wysłuchaniu krążka zauważyłem poprawę humoru i rosnący nastrój imprezowy. Żywo i energicznie, ciekawie i rytmicznie. Tak w skrócie bym opisał...
   Najlepszy kawałek: "Ponta de Lanca Africano (Umbabarauma)".

23.07.2013

Dzień 357: Rush - "2112" (1976)

Kolejna świetna rockowa propozycja. Poza świetnym brzmieniem, mamy tu do czynienia z niebagatelnym wokalem. Początkowo myślałem, że to głos kobiecy, ale okazuje się, że nic bardziej mylnego. Zestawienie jest o tyle ciekawe, że to tylko sześć utworów, z czego pierwszy stanowi ponad połowę płyty. Kawałek ten jest bardzo dynamiczny, składa się z kilku różnorodnych partii. Czyni go to bardzo ciekawym. Podobnie jest z całą płytą! Warto posłuchać, bo to kawał dobrego grania...
   Najlepszy kawałek: "2112".

22.07.2013

Dzień 356: Kiss - "Destroyer" (1976)

Kolejny album, o którym nie mogę się wypowiedzieć inaczej niż w samych superlatywach. Bałem się, że muzyka nie będzie w stanie nadążyć za ich wizerunkiem scenicznym, że ciekawszy będzie sam image niż to, co mają do zaoferowania. Na szczęście tak się nie stało i słuchałem z przyjemnością. Piosenki są melodyjne i mają ciekawą aranżację. Dość trafnym wydaje się więc określanie ich jako Heavy Metal Beatles. Może ta płyta nie jest idealnym przykładem, bo klimat jest nieco lżejszy, ale słychać, że Panowie szarpać struny potrafią.  
   Najlepszy kawałek: "God Of Thunder".

21.07.2013

Dzień 355: Abba - "Arrival" (1976)

Już po przeczytaniu spisu utworów widać, że to klasyk. Ekipa ze Szwecji zrobiła niesamowitą karierę swoimi melodyjnymi i mocno tanecznymi piosenkami. Przy utworach Abby bawią się kolejne pokolenia i trudno się dziwić. Piosenki są wciąż coverowane i wciąż cieszą. Oczywiście nic nie może równać się z oryginałem. Choć na tej płycie hit goni hit, reszta jest dla mnie co najwyżej przeciętna. Myślę jednak, że tych kilka wielkich przebojów pozwala uznać płytę za bardzo udaną i bawić przy jej dźwiękach przy dowolnej okazji. 
   Najlepszy kawałek: "Knowing Me, Knowing You".

20.07.2013

Dzień 354: Eagles - "Hotel California" (1976)

Któż nie zna tytułowego utworu, od lat męczonego przez różne stacje radiowe. Klasyk jest to niewątpliwy i świetny kawałek. Znudził się i osłuchał z pewnością wielu. Co ciekawe Hotel California trwa 6 i pół minuty. Raczej żadna z rozgłośni nie gra go w całości. A jest to błąd, gdyż ta piosenka to nie tylko znany wszystkim oklepany refren... Kiedy milknie wokal, mamy piękne solówki gitarowe i warto ich czasem posłuchać. Płyta nie kończy się, rzecz jasna, na jednym utworze. Przeciwnie - bo to pierwsza ścieżka :) Cała reszta jest jak najbardziej godna uwagi i brzmi bardzo ciekawie.
   Najlepszy kawałek: " Life In The Fast Lane".

19.07.2013

Dzień 353: Boston - "Boston" (1976)

Utwór More than a feeling kojarzy mi się z reklamą jakiegoś sklepu wysyłkowego, a z niej fragment, gdzie Panowie w kręconych długich włosach z długimi wąsami z maślanymi oczami wyśpiewywali refren. Trochę mnie to sceptycznie nastawiło słuchania reszty. Na szczęście zespół szybko zlikwidował moje obawy. Okazało się bowiem, że to spora porcja dobrego rocka, ciekawego brzmienia i dużej dawki energii! Warto trafić czasem na płytę zespołu, który wydawałoby się był znany głównie ze wspomnianego wcześniej utworu. Duża przyjemność ze słuchania!
   Najlepszy kawałek: "Rock & Roll Band".

18.07.2013

Dzień 352: Joni Mitchell - "Hejira" (1976)

Pierwsze, co mi się nasunęło na myśl - znów Joni... Ostatnio coś dużo Jej twórczości tutaj. W przeciwieństwie do tego, co napisałem o Bowie'm, tu muszę stwierdzić (ponownie zresztą), że nic nowego ta Pani nie zaprezentowała. Może jest minimalnie żwawiej i bardziej instrumentalnie. Dzięki temu nie drażni mnie tak bardzo Jej głos. W dalszym ciągu jednak nie widzę rewolucji i rewelacji, słuchając płyt Joni. Trzeba być zagorzałym fanem (czego oczywiście nie potępiam i rozumiem), żeby wczuć się i czerpać przyjemność ze słuchania...
   Najlepszy kawałek: "Coyote".

17.07.2013

Dzień 351: David Bowie - "Station to Station" (1976)

Muszę stwierdzić, że Bowie zaczyna mnie powoli nudzić. Mimo, że każda płyta (nie inaczej jest ze Station to Station) wnosi coś nowego, nie robią już one na mnie takiego wrażenia, jak miało to miejsce na początku... Oczywiście album stoi na poziomie, do jakiego Bowie zdążył wszystkich (mnie oczywiście też) przyzwyczaić. Czegoś mi po prostu brakuje w tej płycie albo też mam lekki przesyt jego twórczością. Nie wiem. Cieszyłem się, gdy zobaczyłem, że mam do przesłuchania kolejny album, bo to sprawdzony artysta... Tym razem pozostał mi lekki niedosyt (albo przesyt)...
   Najlepszy kawałek: "Word On A Wing".

16.07.2013

Dzień 350: The Modern Lovers - "The Modern Lovers" (1976)

Powiedziałbym, że to nieco podobna płyta do wczorajszej. Podobne brzmienie, niewiele mniejsza energia, podobne pozytywne wrażenia po przesłuchaniu. Jest może bardziej typowo rockowo i wokalista ma nieco inny głos. Tak czy owak, miałem kolejną małą godzinę bardzo przyjemnych dla uszu doznań. Momentami miałem wrażenie jakby kapela była inspiracją dla Nirvany. Brzmienie gitary i maniera głosu wokalisty są bardzo zbliżone, a przynajmniej moje narządy słuchowe zanotowały takież podobieństwa...
   Najlepszy kawałek: "Roadrunner".

15.07.2013

Dzień 349: Tom Petty And The Heartbreakers - "Tom Petty And The Heartbreakers" (1976)

Nie spodziewałem się tak ciekawej płyty! Jest to kolejny przypadek, gdzie Artysta, o którego istnieniu nic nie wiedziałem, gra świetna muzykę. W sumie nic nie można temu krążkowi zarzucić. Może oprócz tego, że jest zbyt krótki i trzeba go przesłuchiwać kilka razy. Nawet, gdy utwory są wolniejsze i tak jest w nich wiele energii i słuchać można z wielką satysfakcją. Chciałoby się więcej takich muzycznych niespodzianek. Wspomnę też, że słuchanie tego albumu podczas jazdy samochodem to dopiero piękna sprawa! Aż czuć wiatr we włosach (choć nie mam kabrio;)
   Najlepszy kawałek: "Anything That's Rock 'n' Roll".

14.07.2013

Dzień 348: Curtis Mayfield - "There's No Place Like America Today" (1975)

Album w podobnym stylu do poprzedniego... Czyli jak się można spodziewać, nie przypadł mi do gustu. Zbytnio ten nurt kojarzy mi się z gospel, a tego już nie znoszę totalnie. A słuchając tej płyty, wyobrażałem sobie muzyków w długich sutannach, bujających się w rytm muzyki i klaszczących w dłonie... Może nieco przesadzam, ale takie miałem pierwsze skojarzenia... Były też ballady, ale i one nie zrobiły na mnie żadnego wrażenia. Może moje oceny są nieco tendencyjne, ale ciężko mi zmienić zdanie o jakimś gatunku, jeśli nie ma znaczącego powodu...
   Najlepszy kawałek: "Billy Jack".

13.07.2013

Dzień 347: Earth, Wind And Fire - "That's The Way Of The World" (1975)

Zupełnie do mnie ta płyta nie przekonała. Niby fajnie, rytmicznie, duży zespół, dużo instrumentów... Sekcja dęta i wiele innych elementów, które dają całości pewną wyjątkowość, są ogólnie bardzo ciekawe. Nie mogę jednak zaakceptować wokalistów. Śpiew w chórkach, najczęściej wysokim głosem. Nie podobało mi się to. W sumie taki styl i ogólnie jest to duże i udane przedsięwzięcie. Uważam jednak, że trzeba być fanem takiej muzyki, bo choć nie polubiłem, to oddać trzeba, że to bardzo przyzwoite granie!
   Najlepszy kawałek: "Yearnin', Learnin'".

12.07.2013

Dzień 346: Willie Nelson - "Red Headed Stranger" (1975)

Country, country... Tym razem znów w wersji przeze mnie nie akceptowalnej. Mimo, że gra bardzo ładnie, głos ma świetny, to nie pasuje mi to zupełnie. Wiem, że to jeden z najwybitniejszych przedstawicieli gatunku i pewnie się nie znam... Nie będę jednak wmawiać sobie, że coś mi się podoba jeśli tak nie jest... Gdzieś sprawę ratuje fortepian i piękna ballada, ale wciąż nie potrafię zaakceptować albumu w całości... Powiedziałbym, że to takie smutne country, do czego również nie jestem przyzwyczajony...
   Najlepszy kawałek: "Down Yonder".

11.07.2013

Dzień 345: Queen - "A Night At The Opera" (1975)

Cóż... Nie bez powodu uważa się tą płytę za najlepszą w dorobku zespołu, a Bohemian Rhapsody za najlepszy popowy utwór na świecie! Płyta jest niesamowita, nic dziwnego, że począwszy od niej kariera Queen nabrała szaleńczego tempa! Muzyka doskonała, śpiew niespotykany nigdy wcześniej. Po prostu - rewelacja, czysta przyjemność i radość ze słuchania! Nie napiszę nic więcej, bo trzeba doświadczyć tegoż przeżycia osobiście!
   Najlepszy kawałek: "Bohemian Rhapsody", bo to oczywiste. Przyznaję więc drugą lokatę dla: "Lazing On A Sunday Afternoon".

10.07.2013

Dzień 344: Pink Floyd - "Wish You Were Here" (1975)

Nie napiszę tu niczego, czego nie można by się spodziewać. Kolejny świetny album, kolejna świetna porcja wspaniałej muzyki, wirtuozerii gitary, saksofonu... Szczególnie ten drugi wnosi bardzo ciekawe brzmienie do albumu... Krążek miał być hołdem dla Syda Barretta, którego choroba psychiczna wykluczała z istnienia w grupie. Co ciekawe, po wydaniu płyty, magazyn Rolling Stone napisał, że "Pasja jest wszystkim, czego Pink Floyd jest pozbawiony", a prawie 20 lat później umieścił sklasyfikował płytę na 209 miejscu 500 albumów wszech czasów... 
   Najlepszy kawałek: "Shine On You Crazy Diamond (1-5)".

9.07.2013

Dzień 343: Patti Smith - "Horses" (1975)

Bardzo ciekawa propozycja! Pani ma głos niesamowity! Śpiewa z mocą, której można pozazdrościć. Muzycznie płyta zdecydowanie godna uwagi! Słucha się bardzo przyjemnie. Nie bez powodu znalazł się wysoko na liście 500 albumów wszech czasów wg magazynu Rolling Stone. Nie było chyba do tej pory tak energicznego rockowego albumu, gdzie dominującą rolę odgrywałaby kobieta! Właśnie ten album przyniósł Jej rozgłoś. I nie dziwię się! 
   Najlepszy kawałek: "Gloria".