18.04.2013

Dzień 261: Tim Buckley - "Greetings From L.A." (1972)

Pamiętam poprzednią słuchaną Jego płytę i nie miałem zbyt dobrych wspomnień... Wynudziłem się na niej dość znacząco. I choć nastawiłem się na tak zwaną powtórkę z rozrywki, spotkało mnie bardzo miłe zaskoczenie. Nie uświadczyłem tutaj nudnego, smutnego grania, a całkiem żywych i ciekawych piosenek. Lubię takie niespodzianki. I choć w Buckleyu jest wciąż coś melancholijnego, słucha się tej płyty bardzo przyjemnie. Warto też zaznaczyć, że w roku wydania płyty, artysta miał 25 lat i już imponujący dorobek muzyczny. 3 lata później już nie żył - alkohol i narkotyki (dragi dostał od kolegi, kiedy był już mocno pijany, więc często mówi się bardziej o nieszczęśliwym wypadku, niż przedawkowaniu. Buckley już wtedy nie zażywał)...
   Najlepszy kawałek: "Move with Me".


   Lista utworów:
01. Move with Me
02. Get on Top
03. Sweet Surrender
04. Nighthawkin'
05. Devil Eyes
06. Hong Kong Bar
07. Make It Right
czas: 39:39

Producent: Jerry Goldstein
Kraj: USA

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz