17.09.2012

Dzień 48: Jerry Lee Lewis - "Live at The Star Club, Hamburg" (1965)

Finezji i polotu odmówić mu nie można. Słuchając tej płyty czuje się, z jak niesamowitą lekkością gra na fortepianie! Koncerty musiały być niesamowitymi wydarzeniami... Podobno zespoły, które z nim występowały były w stanie nadążyć przez kilkanaście pierwszych minut. Później była już totalna wirtuozeria. I taki właśnie koncert nadaje się, moim zdaniem, tylko do wysłuchania na żywo, bo zarejestrowany traci olbrzymią część swojej mocy. I choć słychać, że jest to arcydzieło muzyki, to jest to materiał, który lepiej brzmiałby w studio, gdzie fortepian byłby odpowiednio wyeksponowany. To oczywiście moje odczucia i jedyna uwaga do tej płyty. Warto dodać, że rokendrolowe kawałki - "Great Balls of Fire", czy "Good Golly Miss Molly" są rewelacyjne.
   Najlepszy kawałek: "Good Golly Miss Molly". Trzeba koniecznie wsłuchać się w ten fortepian! No i to gardłowe "Grrrr!". :)
   Lista utworów: 

01. Mean Woman Blues
02. High School Confidential
03. Money
04. Matchbox
05. What'd I Say - Part 1
06. What'd I Say - Part 2
07. Great Balls Of Fire
08. Good Golly, Miss Molly
09. Lewis' Boogie
10. Your Cheating Heart
11. Hound Dog
12. Long, Tall Sally
13. Whole Lotta Shakin' Goin' On
czas: 37:48

Producent: Siegfried E. Loch
Kraj: USA

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz