4.08.2012

Dzień 4: Louis Prima - "The Wildest!" (1956)

Niegdyś w poznańskiej (niestety już nieistniejącej) Piwnicy 21 odbywały się czwartki jazzowe. Występowali tam artyści raczej nieznani szerszej publiczności. Chodziłem na te koncerty regularnie i bardzo się w ten gatunek muzyczny wkręciłem. Zawsze wprawiał mnie w dobry nastrój! Louis to kolejny artysta, którego wcześniej nie znałem, choć znane są jego swingowe utwory, takie jak "Sing sing sing". Płytę przesłuchałem z wielką przyjemnością! 35 minut bardzo miłego dla ucha grania i śpiewania! Jest to kolejny dowód na to, że lata 50-te to cudowny okres dla wielu gatunków muzycznych, okres, którego wcześniej w pełni nie odkryłem! Teraz widzę, że była to ogromna strata, która utworzyła wielką lukę w mojej muzycznej edukacji... Oczywiście nic straconego. Będę się starał nadrabiać zaległości w bardzo, bądź co bądź, przyjemny sposób. Bowiem nawet, gdy mamy do czynienia ze smutną piosenką, można czerpać ogromną radość ze słuchania i to zarówno samego Louisa Primy, jak i towarzyszących mu osób...
    Najlepszy kawałek: "(Nothing's too good) For my baby".

   Lista utworów:
01. Just a Gigolo / I Ain't Got Nobody
02. Nothing's Too Good For My Baby
03. The Lip
04. Body and Soul
05. Five Months, Two Weeks, Two Days
06. Basin Street Blues / When It's Sleepy Time Down South
07. Jump, Jive, an' Wail
08. Buona Sera
09. Night Train
10. You Rascal You

czas trwania: 32:00

Producent: Voyle Gilmore
Kraj: USA

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz